Części inaczej

O ofertach częściowych autorzy Pzp nie rozpisywali się wiele. Definicja takiej oferty w art. 2 pkt 6, regulacje dotyczące wartości zamówienia, zawartości siwz i ogłoszeń, wadium, odpowiednie stosowanie przepisów o unieważnieniu w art. 93 ust. 2, możliwość odstąpienia przez Prezesa UZP od kontroli uprzedniej, wreszcie krótka regulacja art. 83 ust. 2 i 3. Przepisy ten na co dzień nie budzą większych kontrowersji, są powszechnie stosowane, a jeśli czasami są stosowane źle – cóż, to na tej samej zasadzie, na jakiej źle stosowany bywa czasem każdy inny przepis ustawy.

To o czym chcę napisać dzisiaj to kwestia możliwości dopuszczenia ofert częściowych w sposób odbiegający od standardowego, powszechnie spotykanego, po to, aby spełnić zasady oszczędnego i racjonalnego gospodarowania finansami publicznymi. Gdy piszę o standardzie, mam na myśli postępowanie następujące: zamawiający określa części A i B, wykonawcy składają oferty w postępowaniu (niektórzy na A, niektórzy na B, niektórzy na A i B) i zamawiający wybiera najkorzystniejsze oferty w obu tych częściach, każdą z nich traktując jako osobne postępowanie. Ale czy tak musi być? Czy niekiedy nie byłoby korzystnie (i to dla obu stron w tym postępowaniu) potraktować części zamówienia w sposób zupełnie odmienny? Chodzi mi tutaj konkretnie o sytuacje – dość częste – w których części mogą być identyczne.

Najprościej rzecz całą będzie rozpatrzyć na przykładzie. Zamawiający chce zaciągnąć kredyt. Wie jednak, że kwota kredytu jest na tyle wysoka, że zainteresuje tylko duże banki. Tych jest niewiele, konkurencja ograniczona – a gdyby dopuścić do tej konkurencji graczy mniejszych, ceny mogłyby być niższe. Ba, przy pewnym limicie może się okazać, że ogłoszenie takiego postępowania na pełną kwotę może ograniczyć konkurencję do zera (bo nawet dla największego gracza na rynku kąsek będzie zbyt duży, dlatego najwięksi wykonawcy zawiążą konsorcjum, poza którym nikt nie stanie do przetargu), co z pewnością nie jest sytuacją korzystną dla zamawiającego.

Wyjściem z takiej sytuacji jest dopuszczenie do składania ofert częściowych. Załóżmy, podzielimy kredyt na 100 zł na dwa kredyty po 50 zł. Zamiast zatem przetargu na 100 zł z terminem zapadalności 2 tygodnie będzie przetarg z możliwością składania ofert częściowych, przy czym obie części będą identyczne (po 50 zł z terminem zapadalności 2 tygodnie). Oczywiście, można w tej sytuacji różnicować kwoty lub terminy zapadalności (np. jedno 50 zł na tydzień, a drugie 50 zł na dwa tygodnie) i czasami to będzie miało sens. Ale czasami istnieje lepsze rozwiązanie.

Gdy poprowadzimy postępowanie w sposób „klasyczny” każdy wykonawca z góry będzie musiał się zdecydować, na którą część złożyć ofertę. Duży wykonawca nie ma problemu – da ofertę na obie części, jeśli części są identyczne – zwykle na identycznych warunkach. Mały wykonawca, który jest zainteresowany udźwignięciem tylko jednej części taki problem już ma. Jeśli więc będzie trzech wykonawców, jeden „duży” i dwóch „małych” łatwo może pojawić się sytuacja następująca: „duży” złoży ofertę na obie części i w obu da cenę 5 zł; obaj mali złożą oferty tylko na część pierwszą, jeden da cenę 3 zł, drugi 4 zł. W efekcie w części pierwszej zamawiający wybierze „małego” z ceną 3 zł, a w drugiej „dużego” z ceną 5 zł, w sumie zapłaci 8 zł. Tymczasem jednak wybór części przez „małych” jest efektem przypadku – równie dobrze obaj mogliby złożyć ofertę na drugą część albo każdy z nich na inną. Ten ostatni przypadek byłby najkorzystniejszy, wszak wtedy zamawiający w obu częściach mógłby wybrać oferty „małych” i zapłacić nie 8 zł, ale tylko 7 zł. Ale czy tak się stanie, zależy tylko od szczęścia zamawiającego.

Aby ten czynnik losowości (a zatem ryzyka) wyeliminować wystarczyłoby zastosować rozwiązanie niezwykle proste – pozostawiając wykonawcom decyzję, na ile części składają ofertę, wyeliminować z postępowania wskazywanie przez nich, na którą część składają ofertę. Wszak wszystkie części są identyczne, więc cena też jest identyczna i dla wykonawców nie ma znaczenia, która część im przypadnie w udziale. Zamawiający zaś ustali ranking ofert od najkorzystniejszej poczynając i wybierze z nich tyle „czołowych” ofert, ile jest części. W naszym przypadku ranking przedstawiałby się następująco: 1. pierwszy mały z ceną 3 zł na jedną część, 2. drugi „mały” z ceną 4 zł na jedną część, 3. „duży” z ceną po 5 zł na dwie części. Ponieważ mamy dwie części, wybieramy obu „małych” i płacimy w sumie 7 zł. Gdyby części były trzy, wybrani zostaliby obaj „mali”, a trzecia przypadłaby „dużemu”.

Oczywiście, podkreślę jeszcze raz sprawę podstawową: by w ogóle można było myśleć o zastosowaniu takiego rozwiązania, części zamówienia muszą być ze sobą absolutnie identyczne. Tak, żeby dało się opisać jedną część, a następnie napisać, że każda z nich jest identyczna z nią, ilość takich części to X, a wzór umowy różni się tylko… numerkiem :) Ale wbrew pozorom takie sytuacje zdarzają się w praktyce (ba, niekiedy zamawiający celowo wprowadzają czynnik rozróżniający oba postępowania, choć z merytorycznego punktu widzenia nie ma takiej konieczności). To mogą być kredyty, gdzie podobny przypadek miałem ostatnio, ale także rozmaite duże dostawy (byle tego samego, w tym samym terminie, w to samo miejsce) i usługi, jak np. organizacja kolonii dla dzieci (miałem do czynienia przed wieloma laty z przetargiem, w którym zamierzano wyekspediować w świat dużą ilość dzieci, a dla zapewnienia jak najszerszej konkurencji samo zamówienie podzielono na części – części, które niczym się nie różniły – ten sam termin, ta sama ilość osób, ten sam możliwy zakres lokalizacji, ten sam punkt wyjazdu, ten sam wymagany standard… zero różnic).

Jest tylko jeden problem: czy podatne rozwiązanie dałoby się zastosować w warunkach Pzp. Wbrew pozorom nie stają mu na przeszkodzie żadne z przepisów o ofertach częściowych. Nie zostaje naruszona żadna zasada udzielania zamówień (jest uczciwa konkurencja, równe traktowanie itd.). Zamawiający wręcz szczególnie dba o wypełnienie zasad z ustawy o finansach publicznych. Problem jest tylko z art. 91 ust. 1, gdzie mowa o wyborze oferty najkorzystniejszej. I sam się zastanawiam, czy miałbym odwagę go tak w praktyce zinterpretować. Piszę „odwagę”, bo to, że tłumaczenia miałbym potem co nie miara, nie ulega wątpliwości, a co do skutku tych tłumaczeń wątpliwości mam :)

Alternatywą mogłoby być prowadzenie odrębnych postępowań z wyznaczeniem terminów składania ofert kolejno po sobie, gdyby nie fakt, że wykonawcy aby podjąć decyzję o złożeniu oferty w następnych musieliby czekać na rozstrzygnięcie poprzednich. A na dodatek tony papierów…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.