O podawaniu wartości szacunkowej i kwoty przeznaczonej na sfinansowanie

Złożenie oferty w przetargu stanowi element gry. Problem w tym, że wykonując go, nie posiada się informacji o posunięciach innych jej uczestników. Wykonawca posiada informację tylko o dwóch elementach (choć w praktyce różnie z tym bywa) – o zakresie zamówienia określonym przez zamawiającego oraz o kosztach realizacji zamówienia, które sam ustala. Do pełni szczęścia przed złożeniem oferty brakuje wykonawcy informacji o cenach innych ofert. Natura przetargu jest jednak taka, że takiej wiedzy posiadać nie powinien (wyjątki: gdy mamy do czynienia z licytacją elektroniczną lub aukcją elektroniczną, podczas których wykonawcy tą wiedzą się wymieniają – jednak w sytuacji nieostateczności oferowanych cen przedmiotem pożądania staje się raczej informacja o poziomie, poniżej którego konkurencja nie zejdzie).

Z oczywistego braku tej informacji, wykonawcy często próbują w inny sposób oszacować kwotę, w której granicach ich oferta mogłaby oscylować zachowując szansę na wygraną. O kwotę przeznaczoną na sfinansowanie zamówienia pytać nie mogą (bo wszak obowiązek jej ujawnienia następuje bezpośrednio przed otwarciem ofert), ale za to zamawiający niezmiernie często dostają prośby o udostępnienie protokołu postępowania. A w tym protokole wykonawców interesuje tylko jedna informacja: wartość zamówienia. Czasami jednak zderzają się z zamawiającymi, którzy wartości zamówienia postanowili chwilowo w protokole nie ujawniać, korzystając z furtki jaką daje adnotacja we wzorze protokołu.

Ciekawe, że protokół pozwala na nieujawnianie wartości szacunkowej, a tymczasem wzory ogłoszeń o zamówieniu zawierają pola, w których taka wartość powinna zostać ujawniona. Wzór z BZP jest w tym zakresie mało kategoryczny, natomiast wzór ogłoszenia powyżej progów unijnych już wyraźnie takiej wartości się domaga. Zamawiacze często omijają ten problem nie podając wartości, a jedynie wskazując, iż wartość zamówienia na przykład „przekracza 211 tys. euro”. Piszą tak, a potem mają robotę z odpowiadaniem na prośby o protokół postępowania…

Generalnie rzecz biorąc, ujawnienie informacji o wartości szacunkowej zamówienia już w ogłoszeniu ma w większości przypadków dla zamawiającego pewne korzyści. Przede wszystkim, wzrastają szanse na oferty, na które zamawiającego będzie stać. Po drugie, odpada robota z odpowiedziami na prośby o udostępnienie protokołu – chociaż jest to drobiazg, to jednak upierdliwy. Czy są wady? Cóż, być może wykonawca, który planował dać niższą cenę, po weryfikacji wartości szacunkowej ją podniesie – o ile jednak mamy do czynienia z konkurencją, musi rozważyć ryzyko złożenia tańszych ofert przez innych wykonawców.

Podanie wartości szacunkowej stanowi problem chyba tylko w jednym przypadku: gdy rzeczywistej konkurencji nie ma. Najbardziej oczywistym przykładem są postępowania dwustopniowe, w których na krótkiej liście znajdzie się tylko jeden wykonawca. W tej sytuacji dzieli on i rządzi i nie obawiając się konkurencji (której już nie ma), może dyktować ceny z tak wyśrubowanymi marżami jak tylko jest to w stanie znieść zamawiający. Nie jest to sytuacja korzystna dla zamawiającego, ba, dla finansów publicznych w ogóle i wciąż nie mogę się nadziwić, iż przepisy na to pozwalają (cztery lata temu proponowałem w szponach przejście w takiej sytuacji z trybu ofertowego na negocjacyjny, na wzór wolnej ręki, co nieco zrównoważyłoby pozycję obu podmiotów w transakcji). Nieujawnianie wartości szacunkowej w takiej sytuacji bywa krokiem racjonalnym, ale wykonawcy mogą też – o ile naprawdę im na tym zależy – posiąść tę wiedzę w inny sposób. Choćby poprzez analizę dokumentów budżetowych, w których konkretne zadania bywają zwykle wyceniane.

Pomijając jednak ten dość wyjątkowy przypadek, ujawnienie wartości szacunkowej nie szkodzi. Co więcej, w gruncie rzeczy nic nie stoi na przeszkodzie, by w specyfikacji istotnych warunków zamówienia czasami wskazać kwotę, którą zamawiający zamierza przeznaczyć na sfinansowanie zamówienia. Po co? Ano właśnie po to, by wykonawca dwa razy pomyślał, zanim do swoich kosztów dorzuci jakąś niebotyczną marżę. Jasne, może zaryzykować, ale nie ma gwarancji, że zamawiacz dodatkowe środki wyszpera… Co prawda art. 86 ust. 3 Pzp stanowi, iż zamawiający podaje tę kwotę bezpośrednio przed otwarciem ofert, ale po pierwsze – nadal na otwarciu ofert wypada ją podać, a po drugie – trudno zarzucić zamawiającemu naruszenie ustawy w sytuacji, gdy w kwestii wypełnienia podstawowych zasad postępowania (i bez naruszania praw jakichkolwiek wykonawców) robi więcej, niż od niego się oczekuje.

Publikowanie kwoty, jaką zamawiający zamierza przeznaczyć na sfinansowanie zamówienia miewa jednak czasem też minusy. Po pierwsze – jeśli przed otwarciem ofert zamierzenia zamawiającego się zmienią, trzeba zmienić także siwz w tym zakresie. To jednak drobiazg. Po drugie – jeśli przetarg się nie powiedzie, i zamawiający będzie chciał sięgać po tryby niekonkurencyjne na podstawie art. 63 ust. 1 pkt 1 lub art. 67 ust. 1 pkt 4 Pzp, to ewentualna zmiana kwoty, jaką zamierza przeznaczyć na sfinansowanie zamówienia może być uznana za niedozwoloną w takim wypadku „zmianę warunków”. Co prawda, z jednej strony podanie tej kwoty nie stanowi żadnego zobowiązania zamawiającego, ale z drugiej – wyznacza w jakiś sposób zakres jego możliwości finansowych. I może się zdarzyć, że ktoś zrezygnował ze złożenia oferty, bo nie chciał ponosić kosztów jej przygotowania widząc jak bardzo jego cena różniłaby się od oczekiwań zamawiającego (tak bardzo, że nie liczył na uzyskanie zamówienia). Podniesienie tej kwoty mogłoby zatem poszerzyć krąg wykonawców (obniżenie takich konsekwencji już nie ma). Jednak jak często ma szansę coś takiego się zdarzyć?

4 komentarze do: “O podawaniu wartości szacunkowej i kwoty przeznaczonej na sfinansowanie

  1. moim zdaniem podawanie wartości szacunkowej zamówienia jest ok. Nie naraża mnie na unieważnienie przetargu a wykonawcę na niepotrzebną pracę. Jeżeli wpłyną oferty powyżej podanej kwoty to z reguły nikt nie dokłada pieniędzy na realizację, bo po prostu zatwierdzone są środki do podanej kwoty. Jeżeli oferty nie wpłyną znaczy że trzeba przyjrzeć się sytuacji zadając sobie pytanie dlaczego?

  2. Moim zdaniem, od kiedy wszedł w życie zapis o możliwości badania wystąpienia rażąco niskiej ceny oferty kiedy jest ona niższa o conajmniej o 30% od wartości zamówienia lub średniej arytmetycznej złożónych ofert, to na otwarciu ofert oprócz odczytania kwoty przeznaczonej na sfinansowanie zamówienia, Zamawiający winien odczytywać też wartość zamówienia jaką oszacował. Jak podpowiada mi doświadczenie to te dwie wartości różnią się, a chyba w większości wypadków, gdy zamawiającym jest JST, wartość zamówienia jest wyższa niż kwota przeznaczonych środków … Wynika to z możliwości budżetowych JST, które niestety z roku na rok kurczą się. Tak czy inaczej wartosć zamówienia powinna być podawan do wiadomości wykonawcom, gdyż później nie ma zaskoczenia i oburzenia jak wykonawcy otrzymują wezwanie do wyjaśnienia ceny oferty.

Pozostaw odpowiedź jola Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany.