O zamówieniach na promocję przez profesjonalny sport

Kilka tygodni temu na łamach „Forbesa” pojawił się tekst dotyczący słuszności wspierania z budżetu publicznego działalności klubów sportowych (temat ten zresztą miał ostatnio dość szeroki rozgłos, głównie z uwagi na potępianie wysokich wydatków na profesjonalny sport ze strony zadłużonych budżetów krajów południowoeuropejskich – np. Hiszpanii).

Zamówienia publiczne we wspomnianym tekście się nie pojawiły, gdyż autorka zajmowała się w nim kluczową kwestią: czy w ogóle należy angażować finanse publiczne w takie przedsięwzięcia. To, w jaki sposób należy je tam przekazywać (jeśli już w ogóle się przekazuje) – to przy tym drobny szczegół. Tymczasem dla czytelników „szponów” zwykle ważniejsze będzie „jak” niż „czy”, albowiem zwykle decyzja kluczowa jest podjęta nad ich głowami, a im pozostaje głowić się nad tym, jak ją zrealizować w praktyce.

Moje własne doświadczenie wskazuje, iż zdarza się (i to nierzadko), że pieniądze publiczne przepływają do profesjonalnego sportu z wykorzystaniem zamówień publicznych. Rzadkością jest przy tym wykorzystanie trybu konkurencyjnego – zwykle mamy do czynienia z zamówieniami z wolnej ręki. Zazwyczaj przedmiotem zamówienia jest świadczenie usług promocyjnych podczas określonych rozgrywek. Przykładami mogą być zamówienia udzielane przez rodzime miasta drużynom koszykarskim, siatkarskim albo piłkarskim. Przy czym nie zawsze chodzi tu o uznane marki obecne choćby na najwyższym szczeblu rozgrywkowym w kraju w danej dyscyplinie – znaleźć można przykłady z niższych klas rozgrywkowych.

Oczywiście, wykorzystanie zamówień publicznych do nabywania usług promocyjnych jest OK. Pytania są tylko dwa. Pierwsze – czy jest to efektywne wydatkowanie środków publicznych? Na to jednak nie odpowiem, załóżmy, że tak jest, a wartość pożytków jest adekwatna do zapłaconych kwot. Drugie – czy zastosowanie trybu zamówienia z wolnej ręki jest prawidłowe? Zamawiający zwykle uzasadniają wybór tego trybu przepisem art. 67 ust. 1 pkt 1 lit. a ustawy Pzp (niekiedy dorzucana jest lit. b) – że to ta akurat drużyna jest jedyną drużyną koszykarską/siatkarską/piłkarską na takim poziomie rozgrywkowym z tego miasta, posługującą się jego nazwą i przez to tylko za jej pośrednictwem można promocję odpowiednią prowadzić. Czy taka kolej rzeczy jest prawidłowa? Mam pewne wątpliwości, choć nie umiem przesądzić. Z uzasadnień tych nie wynika, że właśnie promowanie przez drużynę sportową, a nie w inny sposób jest akurat szczególnie skuteczne. Choć nie można odmówić, że w ten sposób dociera się do pewnej dość specyficznej grupy docelowej.

Organizacja przedsięwzięcia w innym trybie też nie ma wielkiego sensu. Tak było z promocją pewnego miasta przez miejscowy klub siatkarski. Przetarg nieograniczony, ale warunki – uczestnik Europejskiej Ligi Mistrzów w siatkówce mężczyzn, najwyższa krajowa klasa rozrywkowa, uczestnictwo w imprezach wskazanych przez zamawiacza, przekazanie wejściówek na imprezy odbywające się w hali w danym mieście – któż inny mógł spełnić takie wymogi i złożyć ofertę?

Niekiedy efektem zamówienia z wolnej ręki nie jest promowanie poprzez odpowiedni klub w odpowiednim mieście, ale poprzez odpowiednią imprezę w odpowiednim mieście. Przykładem na szybko wyszperane zamówienie udzielone przez jedno z miast goszczących trwające obecnie mistrzostwa świata w siatkówce Gdańsk (pewnie googlając dalej, znalazłbym co najmniej niektóre z pozostałych) Polskiemu Związkowi Piłki Siatkowej na promocję w czasie mistrzostw. Tym razem mamy art. 67 ust. 1 pkt 1 lit. b – ponieważ chcemy się promować podczas mistrzostw, a organizatorem jest PZPS (który otrzymał prawa od FIVB), to nie ma innego wyjścia jak wolna ręka. A mistrzostwa będą „doskonałą okazją do promocji”.

Niekiedy zamawiacz nazywa przedmiot zamówienia w takim zamówieniu z wolnej ręki inaczej: przedmiotem jest zorganizowanie (na zamówienie miasta) określonej imprezy sportowej. Zwykle jednak wynagrodzenie otrzymywane od zamawiającego nie pokrywa całości jej kosztów, a jedynie jakiś fragment. Pamiętajmy, że mówimy tu o sporcie profesjonalnym. A w praktyce zamawiacz płaci za to, że impreza odbędzie się u niego, a nie gdzie indziej. Czyżby Tour de Pologne miał się nie odbyć, gdyby jedno z miast nie zamówiło jego organizacji u siebie? Nie, po prostu odbyłby się gdzie indziej. Też zatem tu chodzi nie o zorganizowanie na zamówienie miasta, ale w praktyce o promocję.

Mam wątpliwości w zakresie stosowania ustawy w opisanych przypadkach. Wszak gdyby chodziło o promocję miasta, można znaleźć być może inne, równie efektywne formy i zorganizować faktycznie, a nie pozornie konkurencyjne postępowanie, lub może nawet zorganizować konkurs, a nie dogadywać się bezpośrednio z klubem sportowym. Gdy zaś miasto mówi o organizacji imprezy – cóż, albo powinno tę imprezę wymyślić, a techniczne sprawy zlecać w postępowaniach konkurencyjnych, albo powinno jednak wybrać tryb dotacyjny. Tylko że w tym ostatnim ważny jest cel (który musi być zadaniem publicznym) i ważny jest odbiorca dotacji (zwykle warunkiem jest działalność non profit).

A może po prostu zanadto marudzę? :)

2 komentarze do: “O zamówieniach na promocję przez profesjonalny sport

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.