O wiarygodności ekonomicznej – w pewnym konkretnym przypadku

W ostatnim numerze kwartalnika „Prawo zamówień publicznych” (pierwszy i jedyny dotąd z 2014 r., choć już wrzesień – punktualność jest chyba jedyną wadą tego wydawnictwa, choć w tym wypadku zaliczył innego rodzaju wpadkę) opublikowano artykuł, który zainteresował mnie niejako podwójnie. Po pierwsze – dotyczy badania wiarygodności ekonomicznej wykonawców, który to temat był mi bardzo bliski przez lata. Po drugie – dotyczy konkretnego, również bliskiego mi postępowania przetargowego. Autorzy tekstu „Badanie wiarygodności ekonomicznej ubiegającego się o zamówienie publiczne” (M. Andrzejewski, T. Maślanka, J. Bator, B. Gołębiowski) stawiają niewątpliwie słuszną tezę o iluzoryczności oceny wiarygodności ekonomicznej wykonawcy w zamówieniach publicznych. Problem tylko w tym, że analiza przypadku oraz proponowane rozwiązania problemu budzą poważne wątpliwości.

Pełna zgoda co do tego, że art. 22 ust. 1 pkt 4 Pzp jest przepisem otwartym, który to zamawiający zapełnia treścią. Może zatem – mając na celu osiągnięcie wymaganego rezultatu – wykorzystać różne metody. Jednak w praktyce nie ma tu mowy o „pełnej swobodzie”, o jakiej wspominają autorzy tekstu. Możliwości zamawiającego są ograniczone – z uwagi na przepis art. 26 ust. 1 Pzp, który wprowadza obowiązek badania spełniania warunków na podstawie dokumentów, a także na zamknięty katalog dokumentów w stosownym rozporządzeniu. Co więcej, mogą pojawić się wykonawcy zagraniczni, którzy korzystając z innych zasad rachunkowości, mogą przedstawiać dokumenty niepozwalające na zbyt łatwe porównania (autorzy sami wskazują na różnice pomiędzy Międzynarodowymi Standardami Rachunkowości i standardami polskimi, a analogiczne różnice w innych systemach mogą być większe).

Tekst zawiera dwie propozycje rozwiązań. Pierwsza – aby zamawiający mogli z pomocą biegłych rewidentów prowadzić analizy sprawozdań finansowych wykonawców składających oferty (m.in. z tego powodu, że – jak twierdzą autorzy – opinie rewidentów wynikające z ustaw często są nierzetelne). Problem jest istotny, a rozwiązanie – odważne. Trudno jednak je sobie wyobrazić w praktyce, zwłaszcza, że wielu wykonawców nie prowadzi pełnej rachunkowości (a nie można pozwolić sobie na nierówne traktowanie wykonawców), w przetargach startują wykonawcy zagraniczni, z których systemami rachunkowości nasi biegli mogą nie być zaznajomieni, a UZP z pewnością nie jest organem zdolnym do opracowania tego typu modeli (jak postulują to autorzy). Trzeba też zastanowić się, na ile biegli rewidenci zamawiającego będą skłonni kwestionować oceny biegłych rewidentów dokonujących badania ustawowego (ba, a jeśli to będą ci sami rewidenci?).

Druga propozycja – już bardzo konkretna i oparta o przykład z pewnego postępowania – polega na tym, aby zamawiający wśród warunków stawiał konkretny próg: „wybór trzech stosownych modeli najlepiej przewidujących upadłość jednostek gospodarczych i jeżeli w przynajmniej dwóch na trzy takie modele/wskaźniki będą niekorzystnie opisywać sytuację ekonomiczno-finansową danej jednostki, komisje przetargowe powinny na tej podstawie odrzucać oferty takich przedsiębiorstw”.

Tę ostatnią propozycję autorzy podpierają analizą pewnego postępowania. W największym skrócie – autorzy twierdzą, że w badanym przez nich przetargu wszyscy trzej wykonawcy, którzy następnie wycofali się z podpisania umowy, mogli być wykluczeni z postępowania, gdyby zamawiający rzetelnie oceniał wiarygodność finansową i stosował wskazaną przez nich metodę. Jednak analiza przetargu przeprowadzona dla pokazania skuteczności tej metody obarczona jest co najmniej dwoma poważnymi błędami, które w całością dyskwalifikują wnioski z niej wyciągnięte.

Przede wszystkim autorzy sięgają tu do niewłaściwych danych. Założony model (dwa spośród trzech wskaźników wskazuje na wysokie ryzyko upadłości) wykazuje wysokie ryzyko upadłości dla dwóch spośród trzech badanych wykonawców (PBG i Mostostal Warszawa) przy badaniu sprawozdania za 2011 r. Problem w tym, że termin składania wniosków o dopuszczenie do udziału postępowaniu służącym za przykład przypadał w lipcu 2011 r. A zatem sprawozdaniem, do którego można się odnieść, było sprawozdanie na koniec 2010 r., a nie 2011 r. – a w tym wypadku żaden z wykonawców proponowanego progu wykluczenia nie spełniał (jeden model wskazywał na zagrożenie działalności wszystkich trzech wykonawców, w ocenie według dwóch pozostałych modeli – wszyscy byli bezpieczni). Zamawiający zaś nie miał żadnych podstaw prawnych żądania sprawozdań finansowych za późniejszy okres. Łatwo zatem autorom być „mądrym po szkodzie”.

Po drugie, autorzy ograniczają się do analizy tylko trzech przedsiębiorstw spośród uczestniczących w postępowaniu. Tymczasem w postępowaniu tym złożono cały szereg wniosków o dopuszczenie do udziału w postępowaniu, w tym licznych konsorcjów. Co najistotniejsze, dwóch spośród trzech badanych przez autorów wykonawców złożyło oferty w międzynarodowych konsorcjach – w których partnerzy zagraniczny byli podmiotami dalece potężniejszymi pod względem ekonomicznym. Analiza wiarygodności ekonomicznej nie mogłaby zatem ograniczać się tylko do polskich partnerów, ale musiałby brać pod uwagę zasadę, iż wystarczy iż jeden z członków konsorcjum spełnia określone warunki (można ją krytykować, ale niewątpliwie obowiązuje). Z niewiadomych powodów autorzy zaś nie analizują sprawozdań żadnego z zagranicznych wykonawców. Nie analizują także sprawozdań koreańskiego wykonawcy, który ostatecznie umowę podpisał.

Można przy okazji wskazać, iż błędne jest twierdzenie, jakoby trzech badanych wykonawców wycofało się z przetargu ze względów ekonomicznych. W jednym wypadku – PBG – istotnie, był problem ekonomiczny, ale wykonawca z przetargu się nie wycofał. Przeciwnie, po ogłoszeniu upadłości bronił się przed wykluczeniem przed KIO i sądem okręgowym. Z kolei w drugim wypadku wycofanie się z postępowania nie miało w tle jego sytuacji finansowej, ale analizę ryzyk prowadzoną przez zagranicznego partnera konsorcjum (w związku z przedłużającym się postępowaniem). Nie można też twierdzić, że wykonawcy składali oferty wiedząc o możliwości późniejszego wycofania się z przetargu bez utraty wadium – zbieg okoliczności, jaki zaistniał w tym postępowaniu należy raczej do nadzwyczajnych i racjonalnie działający wykonawca w chwili złożenia oferty takiego założenia czynić nie mógł.

Wniosek wyprowadzony na podstawie analizy, która do tego stopnia opiera się na błędnych przesłankach, nie może być traktowany poważnie. Zabrakło tam nawet korekty merytorycznej (sporo w tym tekście kwiatków podobnych do zacytowanego wyżej odrzucenia oferty przez komisję z powodu niespełnienia warunków – jakie odrzucenie, skoro chodzi o warunki? jaka oferta, skoro przetarg ograniczony? jaka komisja, skoro przecież kierownik?). A trochę szkoda, bo narzędzia do oceny sytuacji ekonomicznej wykonawców, jakie mają w ręku zamawiający, na pewno nie są zadowalające, i temat jest ważki.

Ps. Swoją drogą, zupełnie niezrozumiały jest także wybór trzech modeli do badania sprawozdań, jakimi posłużyli się autorzy tekstu. W przeprowadzonej na wstępie tekstu analizie częstotliwości stosowania określonych modeli przez rewidentów przy badaniu sprawozdań tylko jeden z nich posiada pojawia się stosunkowo często (Hołdy – 9,8% przypadków), drugi jest wykorzystywany w ilościach śladowych (Prusaka – 0,5%), a trzeci nie jest nawet wzmiankowany (Maślanki). Brak jakiegokolwiek uzasadnienia, dlaczego akurat one zostały wybrane.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.