O faktycznym dysponowaniu potencjałem finansowym

Kilka razy już na łamach „szponów” sięgałem po temat faktycznego dysponowania potencjałem przez wykonawców wykazujących spełnianie warunków udziału w postępowaniu. Przede wszystkim postulując, aby wykonawca nie mógł określonym potencjałem posługiwać się w postępowaniu w sytuacji gdy potencjał jest już wykorzystywany gdzie indziej. Przykłady – kierownik budowy wpisany do oferty, a tymczasem mający zaklepany terminarz na następne dwa lata. Zdolność kredytowa wykazana w informacji banku, ale zjadana na inne przedsięwzięcie, które wykonawca realizuje. Wytwórnia asfaltu pokazana w ofercie, której jednak zdolności produkcyjne są już wyczerpane umowami zawartymi na dłuższy czas. I tak dalej (poprzednie teksty – m.in. tu, tu i tu).

Oczywiście problem nie jest łatwy do rozwiązania – jednak to, że coś łatwe nie jest, nie oznacza, że celu nie powinniśmy próbować osiągnąć. Zwłaszcza, że cel jest niewątpliwie słuszny. A jakieś wypracowane metody istnieją, czego przykładem system kwalifikacji wykonawców obowiązujący w Belgii, przywołany w jednym z wyżej wskazanych tekstów. Tym razem chodzi mi o problem zdolności finansowych wykonawcy, który – w mojej opinii – miałby szansę być rozwiązany w dość prosty sposób. Asumpt do tego typu rozważań dała mi między innymi sprawa przetargu śmieciowego w Warszawie, zakończona wyrokiem KIO z 10 kwietnia 2014 r. (KIO 2239/13 i KIO 2240/13). A właściwie nie zakończona, bo wszak sprawa poszła dalej – do sądu okręgowego, a nawet do prokuratury (tu nieco więcej na ten temat).

W przetargu tym zamawiający wymagał potwierdzenia wielkości posiadanych środków finansowych lub zdolności kredytowej na 65 mln zł. Jeden z wykonawców złożył informację z banku, że w określonym dniu, o określonej godzinie posiadał na rachunku wymagane 65 mln zł. Konkurenci zarzucili mu, że to, że posiadał te pieniądze o określonej godzinie, wskazuje, że były to środki, które tylko przemknęły przez jego rachunek – wyłącznie po to, by bank mógł wystawić zaświadczenie z czystym sumieniem. Cóż, KIO zarzutu nie uwzględniło i w sumie nie dziwota – wszak warunek brzmiał konkretnie i wykonawca wykazał jego spełnienie. To, czy pieniądze były na rachunku zamawiającego przez pięć minut, czy przez pięć miesięcy, od strony formalnej nie ma znaczenia.

Ale też trudno dziwić się, tak całkiem po ludzku, skarżącym wykonawcom – jeśli prawdą jest, że te pieniądze były tylko „wymykiem” w celu potwierdzenia spełniania warunków. I właśnie tu dotykamy problemu faktycznego dysponowania potencjałem i możliwości przeznaczenia go na realizację określonego zamówienia. Wykonawca mając kwitek z banku, że ma zdolność kredytową na określoną kwotę, czy środki finansowe w określonej wysokości, może posługiwać się nim potem przez trzy miesiące w każdym przetargu, w którym postawiono warunek finansowy i suma z kwitka pokrywa warunek finansowy – nie ma znaczenia, ile z tych przetargów wygra, nie ma też znaczenia, że na przykład tych środków finansowych było tak dużo tylko z tego powodu, że to był akurat dzień wypłat dla pracowników. Z faktycznym posiadaniem zasobów niezbędnych do realizacji zamówienia nie ma to wiele wspólnego.

Rada? Jak już chyba kiedyś pisałem – możliwość żądania informacji z banku prowadzącego rachunki wykonawcy o zdolności kredytowej dedykowanej do konkretnego zamówienia. Bank, z natury rzeczy, nawet jeśli obwaruje informację tuzinem zastrzeżeń, i tak nie weźmie tej sumy z powietrza. A wystawiając taką informację weźmie pod uwagę aktualną sytuację finansową wykonawcy, historię rozliczeń i – wreszcie – aktualne zobowiązania. Gdy Kowalski przychodzi do banku i prosi o kredyt na mieszkanie, bank pyta się, gdzie Kowalski pracuje, ile zarabia, jakie spłaca inne zobowiązania i ile potrzebuje na życie. Analogicznie jest z przedsiębiorcą, tylko pozycje nieco się zmieniają. Oczywiście, bank bankowi nierówny, urzędnik w banku również. Mimo wszystko dostajemy coś więcej, niż suchy kwitek.

Jeden tylko dodatkowy warunek – informacja powinna dotyczyć tylko zdolności kredytowej, a nie posiadanych środków finansowych. Środki na rachunku trudno przypisać do określonego celu, za 10 minut mogą być wydane. Zdolność kredytowa wymaga jednak jakiejś oceny, a nie tylko spojrzenia na sumę na końcu wyciągu. A oczywiste jest, że podmiot, który nieustająco posiada na rachunku określone kwoty, również i przy pozytywnej ocenie zdolności kredytowej w tym zakresie będzie miał łatwiej. Gdyby więc owe feralne 65 mln leżało na rachunku wykonawcy miesiącami – również i ocena zdolności kredytowej w kontekście określonego przetargu pewnie byłaby pozytywna. Ale jeśli są to pieniądze, jakich ten podmiot od paru lat nie widział i pojawiły się na rachunku dzień wcześniej – cóż, o zdolności kredytowej nie świadczą. Podobnie – jeśli to są pieniądze, jakie wykonawca gromadzi co miesiąc na wypłaty, ale poza tym na rachunku panuje posucha – też jest kiepsko.

Ps. W dyrektywie mamy jako dokument na potwierdzenie spełniania takiego warunku tylko „odpowiednie oświadczenia banków”. W polskim rozporządzeniu niestety to ujęto inaczej. W nowej dyrektywie zaś zmieniono w ogóle filozofię podejścia do opisu reguł. Miejmy nadzieję, że nowe polskie regulacje również zmienią podejście.

4 komentarze do: “O faktycznym dysponowaniu potencjałem finansowym

  1. Rozwiązanie przy zdolność kredytowej ok, ale nie możemy zakazać startować temu, co ma środki własne. Moim zdaniem, rozwiązanie powinno polegać na żądaniu dokumentów przed podpisaniem umowy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.