O cenie w koncesji

Gdy jesienią 2005 r. zaczynaliśmy z grupą współpracowników pionierskie w skali naszego kraju przedsięwzięcie w zakresie koncesji na roboty budowlane, stanęliśmy przed wieloma problemami, z którymi stopniowo sobie radziliśmy. Dorobek z tamtych tygodni, nawet mimo zmiany przepisów o udzielaniu koncesji, w dużej mierze wciąż jest aktualny. Kilka jednak z tych problemów dzisiaj już zamawiających nie dotyczy. Jednym z nich było obowiązkowe użycie kryterium ceny (dodajmy, ceny wyrażonej w jednostkach pieniężnych), mimo iż całkowitym wynagrodzeniem wykonawcy miała być eksploatacja obiektu budowlanego, jaki w ramach koncesji zostanie wybudowany.

Problem ten wynikał z faktu, że koncesja uregulowana była wówczas w przepisach Pzp, odsyłała do stosowania „klasycznych” trybów postępowania i nie zawierała żadnego wyłączenia ze stosowania art. 2 czy 91 w zakresie kryteriów oceny ofert. Spośród kilku złych albo bardzo ryzykownych możliwości wybraliśmy tę, która zdawała się najmniej zła i ryzykowna i kryterium ceny użyliśmy, choć z niewielką wagą – tak, aby nie miała znaczącego wpływu na wynik postępowania. Dziś na szczęście problem ten nie istnieje. Ale czy cena w koncesji nie ma żadnego znaczenia?

Cóż, na pewno ma znaczenie znacznie mniejsze niż w standardowych zamówieniach. Oczywiście, tam, gdzie zamawiający przewiduje częściową zapłatę w pieniądzu, wysokość owej dopłaty jest zdecydowanie istotna. Tam, gdzie pieniężnej zapłaty nie ma, wynagrodzenie mierzy się w innych jednostkach niż płatnicze. Bardziej interesujące jest to, jak długi będzie okres eksploatacji albo jaki będzie jej zakres, niż to, na ile będzie opiewała faktura za wykonane roboty budowlane (wszak zamawiający „zapłaci” kwotę z tej faktury wystawiając własną, na identyczną kwotę, za eksploatację wykonanego obiektu, i nastąpi klasyczna kompensata wzajemnych należności).

Znaczenie znacznie mniejsze, ale nie żadne. Są pewne sytuacje, w których wartość wykonywanych robót budowlanych będzie istotna. Oczywiście, można ten problem ominąć na przykład przy karach umownych – zamiast określać je w procentach w odniesieniu do wartości wynagrodzenia (jak to często bywa w „normalnych” zamówieniach), można przewidzieć je po prostu w wartościach bezwzględnych (czyli np. zamiast 0,01% wynagrodzenia, zapisać 1000 zł). Natomiast trudniej będzie to zrobić w innym przypadku – mianowicie w sytuacji, w której strony będą musiały się rozstać przedwcześnie (niezależnie od tego, z jakiego nastąpi to powodu) i rozliczyć umowę w sposób inny niż przewidziany. Eksploatacja obiektu nagle przestanie być wynagrodzeniem wykonawcy, trzeba będzie mu zapłacić inaczej. Wartość obiektu okaże się wówczas ważna. Nie jest więc tak, że „cena” w koncesji nie gra żadnej roli. Zabezpieczenie interesów obu stron postępowania wymaga niekiedy odniesienia do ustalonej w jakiś sposób wartości obiektu. Nie musi być to rzecz jasna cena podawana w ofercie, można ją ustalić inaczej. Ale niewątpliwie trzeba, zatem umowa powinna taką cenę obejmować, albo co najmniej mechanizm jej ustalenia.

Warto zwrócić uwagę przy okazji na fakt, że w kryteriach oceny ofert w postępowaniach na koncesję może pojawiać się nieco inna cena – nie budowy obiektu, ale np. świadczonych przez wykonawcę usług. Jeśli przedmiot koncesji ma służyć społeczeństwu, zamawiającemu może zależeć na tym, aby cena usług była jak najniższa. Ale to już inna bajka :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.