O kredycie konsolidacyjnym

Dziś będzie krótko, nadeszły bowiem ciężkie czasy dla autora. Będzie też nie o zamówieniach publicznych, ale o finansach publicznych. Co prawda finanse publiczne już od jakiegoś czasu dotyczą mnie raczej nieznacznie, temat leżał w kolejce i nadeszła jego pora. Chodzi zaś ponownie o wskaźnik zadłużenia jednostek samorządu terytorialnego. Wątek limitów zadłużenia pojawił się już w szponach parę lat temu (tutaj), w nieco innym zakresie, ale jedno można powiedzieć – wciąż te wskaźniki oderwane są od rzeczywistości. Tak było za czasów starej ustawy o finansach publicznych, tak jest i pod rządami obecnej (niezależnie od tego, że ostatnio sposób obliczania wskaźnika uległ zmianie).

Jednym z powodów niskiej oceny wskaźników jest m.in. znaczne ograniczenie dostępu samorządów do pewnego całkiem sensownego instrumentu, z którego mogą korzystać wszelkie inne podmioty na rynku, w tym nawet zwykłe osoby publiczne. Instrumentu, którego użycia nie ogranicza nawet swoimi rekomendacjami KNF, tak przecież gorliwie ograniczający ryzyko transakcji kredytowych. A chodzi o kredyty konsolidacyjne.

Bywa czasami, że mamy na głowie rozmaite kredyty, zaciągnięte w dawnych czasach, gdy marże banku nie były atrakcyjne tak jak obecnie, albo obłożone innymi niezbyt korzystnymi dla nas warunkami. Bywa też, że nachodzi nas pragnienie, aby kilka takich kredytów zamienić na jeden (też aby wykorzystać efekt skali – im większa transakcja, tym korzystniejsze mogą być jej warunki) albo na przykład by stary kredyt zamienić na nowy – nawet nie po to, aby przedłużyć jego spłatę czy coś podobnego, ale tylko z tego powodu, że nowy kredyt będzie na warunkach lepszych niż stary. My możemy to zrobić. Jednostki samorządu terytorialnego mają z tym kłopot.

Kłopot polega na tym, że ustawa o finansach publicznych wyznacza górną granicę wydatków na obsługę długu w ciągu roku. Limit ów obejmuje zarówno bieżące koszty obsługi długu (głównie odsetki), jak i spłatę zadłużenia. A na czym polega konsolidacja czy restrukturyzacja zadłużenia z formalnego punktu widzenia? Na spłacie starego kredytu i zaciągnięciu nowego. Choć zatem moje zadłużenie się nie zmienia, w portfelu zostaje ten sam dług, tyle tylko, że spłacam go na nieco innych (lepszych) zasadach, czasami też spłacam go komu innemu, z punktu widzenia ustawy o finansach publicznych tak lekko nie jest. Wszak formalnie rzecz biorąc spłaca się dług. Całą tę spłatę jednostka wlicza w licznik ułamka po lewej stronie z art. 243 ustawy o finansach publicznych. Nawet jeśli nie zmienia się ani czas spłaty, ani wysokość rat, a jednostka korzysta tylko na niższych bieżących kosztach obsługi…

Jaki w tym sens? Żaden.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.