O otwieraniu ofert

Był w szponach już kiedyś tekst o tym samym tytule (trzy lata temu), ale miał charakter raczej edukacyjny. Tym razem będzie o postulacie zmian w przepisach, a konkretnie w art. 86 ust. 2 Pzp. I po raz kolejny będzie to tekst zainspirowany wystąpieniem prof. Ryszarda Szostaka podczas białostockiej konferencji z 2017 r. Chodzi mianowicie o dwa elementy związane z otwarciem ofert: sposób i zakres udostępniania treści ofert podczas otwarcia.

W kwestii sposobu otwarcia prof. Szostak wskazał to, co od dawna jest moim marzeniem i o czym pewnie nie raz w szponach pisałem: zrezygnujmy z sesji otwarcia ofert. Zróbmy to tak, aby otwarcie ofert polegało na jednym kliknięciu, które ujawniałoby w Internecie treść ofert wszystkim chętnym. Oczywiście z zastrzeżeniem części objętych tajemnicą przedsiębiorstwa – ale po pierwsze, te zamawiający miałby obowiązek ujawnić później, jeśli stwierdzi brak zasadności zastrzeżenia, a po drugie, gdyby obejmowały elementy oceniane w kryteriach oceny ofert, zastrzeżenie byłoby z automatu zdecydowanie nadmierne i powinno decydować o odrzuceniu ofert. To samo można zrobić z dokumentami, wyjaśnieniami, uzupełnieniami (a także wezwaniami zamawiającego). Ileż życie wszystkich byłoby łatwiejsze…
Czytaj dalej

O ofercie niepisemnej

Wspomniany tydzień temu tekst prof. Ryszarda Szostaka dostarczył mi jeszcze pożywki dla co najmniej dwóch refleksji, którymi tutaj chcę się podzielić. Dzisiejsza została wywołana fragmentem, w którym prof. Szostak wskazywał, jak bardzo w zamówieniach publicznych demonizujemy pełnomocnictwo do podpisania oferty. Stwierdził (moim zdaniem słusznie), że samo żądanie pełnomocnictw jest niepotrzebne, bo ewentualne konsekwencje działania bez pełnomocnictwa mogą zaistnieć dopiero przy podpisywaniu umowy.

Już lata temu pisałem w „szponach” o tym, że sensownym rozwiązaniem byłoby zrezygnowanie z obowiązku zawierania umowy w wyniku postępowania o udzielenie zamówienia publicznego jako odrębnego aktu – nic (poza art. 139 ust. 2 Pzp) nie stoi na przeszkodzie, aby umowa powstała w wyniku przyjęcia oferty (czyli w warunkach zamówień publicznych wyboru najkorzystniejszej oferty, który stałby się ostateczny i wykonalny po rozstrzygnięciu odwołań albo upływie czasu na ich wniesienie). Oczywiście, w takiej sytuacji trudno byłoby odstąpić od żądania pełnomocnictw wraz z ofertami, bo ich status zdecydowanie by się zmienił – oferta wszak byłaby jednym z dwóch integralnych elementów umowy (obok specyfikacji).
Czytaj dalej

O wytrząśniętych z rękawa 60%

Już nie raz pisałem o obowiązkowym minimum wagi kryterium ceny – magicznych 60%. Ale, po pierwsze, pisania chyba nigdy dość, na co wskazuje objawiony nam niedawno projekt nowej ustawy Pzp, a po drugie, tutaj zawsze pisałem tak trochę z flanki (w 2017 głównie o warunku wykazania uwzględnienia kosztów cyklu życia, w 2016 zaś przede wszystkim o wypełnianiu pozostałych 40% kryteriów niecenowych okresem gwarancji). A największa głupota w art. 91 ust. 2a ustawy Pzp leży w odgórnym ustaleniu wagi na poziomie 60%. Oczywiście – nigdzie nie znajdę (ani w uzasadnieniu nowelizacji ustawy Pzp, która ten próg wprowadziła, ani w uzasadnieniu projektu nowej ustawy Pzp) racjonalnego uzasadnienia, skąd to 60% się wzięło. Wyssano je z palca, wytrząśnięto z rękawa, bez odrobiny refleksji nad skutkami tego posunięcia. A skutki znamy :)

Nawet gdybym był zamawiającym, który pragnie pozostałe 40% wypełnić treścią jakościową, to w wielu przypadkach (podkreślam: wielu, nie wszystkich) nie będzie to miało sensu. Skoro bowiem oceniana jakość miałaby mieć wagę równą 2/3 wagi ceny, to aby sensownie ułożyć kryteria musiałbym zróżnicować jakość do oceny tak bardzo, że albo minimum byłoby dla mnie kompletnie niesatysfakcjonujące, albo maksimum byłoby absolutnie zbytecznym luksusem, którego publiczny zamawiający nie potrzebuje. Bo przecież ustalanie wag kryteriów (w ogóle – sposób oceny w poszczególnych kryteriach) musi mieć przysłowiowe ręce i nogi.
Czytaj dalej

O omyłce „koreańskiej”

Zamówienia publiczne zawsze pełne były sytuacji, które zdrowo myślącemu przedsiębiorcy nie mieszczą się w głowie. Od czasu do czasu dochodziło do przeładowania i zmiany w przepisach, aby jednak zbliżyć się do zdroworozsądkowych standardów. Tak stało się m.in. w 2008 roku, gdy brak wyceny w ofercie na budowę odcinka obwodnicy Wrocławia ośmiu kloszy do lamp wartych kilkadziesiąt złotych skutkował koniecznością odrzucenia jego oferty i wyboru kolejnej, droższej o ponad 100 mln zł. Tak zrodziła się tzw. „omyłka wrocławska” – do ustawy wprowadzono możliwość poprawienia drobnej omyłki, która nie jest omyłką oczywistą.

Oczywiście, poprawianiu takich omyłek postawiono pewne ograniczenia – po pierwsze, niezgodność oferty ze specyfikacją ma mieć charakter właśnie omyłkowy (a nie celowy), po drugie, poprawa takiej omyłki nie może powodować istotnych zmian w treści oferty. Do tego w orzecznictwie wykształciło się trzecie ograniczenie: omyłka musi dać się poprawić samodzielnie przez zamawiającego, na podstawie danych, które ma w ofercie. To ograniczenie nie jest zapisane w ustawie, ale wynika z innych przepisów – choćby z zakazu negocjowania treści oferty z wykonawcą. Problem w tym, że niekiedy oznacza ono, że mamy do czynienia z omyłką, która dotyczy detalu, jednak poprawić się jej nie da. Efekt bywa równie rażący jak w opisanym na wstępie przykładzie, choć tam klosze były wycenione gdzie indziej w ofercie, dałoby się zatem bez kontaktu z wykonawcą ustalić ich cenę.
Czytaj dalej

O momencie wzywania do złożenia ofert dodatkowych

Przepisy art. 91 ust. 4-6 Pzp ustanawiają procedurę, którą zamawiający powinni stosować w przypadku braku możliwości wyboru oferty najkorzystniejszej z powodu zaoferowania identycznych warunków przez dwóch wykonawców. Jest to okoliczność rzadka, ale jednak zdarzająca się od czasu do czasu, więc i przepisy są nie od rzeczy. Przy okazji ostatnich nowelizacji ustawy dokonano w nich kilku sensownych zmian – m.in. poszerzono możliwości w przypadku przetargów, w których mamy do czynienia z wieloma kryteriami (kiedyś zapisano tam, że wówczas decyduje niższa cena, teraz jest już uregulowane, co należy robić w sytuacji, gdy zarówno punktacja ogólna, jak i cena są identyczna). Dodano także przepis odnoszący się do sytuacji, w której kryterium wyboru ofert jest nie cena, ale koszt.

Generalnie rzecz biorąc – jeśli dochodzi do remisu i nie można go rozstrzygnąć w oparciu o cenę lub koszt, zamawiający wzywa wykonawców do złożenia ofert dodatkowych (pewien wyjątek jest tylko przy jedynym kryterium kosztu). Kiedyś sprawa była dość prosta – zamawiający dokonywał oceny ofert, sprawdzał wykonawców, dokumenty, a jeśli na końcu tego procesu miał dwie identyczne oferty, sięgał po to narzędzie. Dziś jest nieco inaczej – zamawiający najpierw ocenia oferty, a do składania dokumentów wzywa tylko tego, którego ocenił najwyżej. Co zrobić, jeśli ocena ofert daje rezultat remisowy? Wezwać dwóch wykonawców do złożenia dokumentów i czekać z dogrywką na sprawdzenie, czy obaj spełniają warunki? Czy może najpierw przeprowadzić dogrywkę i na tej podstawie ustalić, który z wykonawców ma składać dokumenty?
Czytaj dalej

O kryteriach oceny pierników

Poniedziałek niby roboczy, sam w pracy będę pchać przetargi do przodu, ale jednak dzień dość wyjątkowy i zamówienia u nikogo w głowie nie mają najwyższego priorytetu. Dlatego też tekst będzie z akcentem świątecznym. Piernikowym. Wciąż zdarza mi się spotykać z dość dziwnym podejściem do kryteriów oceny ofert – kilka miesięcy temu na pewnej konferencji jeden z prelegentów przekonywał publiczność o tym, że wszelkie kryteria subiektywne to samo zło, a cokolwiek zamawiający chce w ofertach oceniać, powinno automatycznie na cyferki się przekładać, bez udziału innego czynnika ludzkiego niż wklepanie danych i formuł w arkusz kalkulacyjny. I ciekaw jestem, jak w takiej sytuacji miałby przebiegać przetarg na dostawę świątecznych pierników.

Oczywiście, można zastosować wyłącznie kryterium ceny oraz opisać minimalne parametry jakościowe pierników, które będą wymagane. Problem w tym, że chociaż takie podejście pewnie zadziała w wielu innych przypadkach, tutaj zapewne się nie sprawdzi. Jak bowiem opisać owe minimalne parametry? OK, ujdzie przy dacie produkcji i składzie. Ale poza tym? Ma być świeży, miękki, ale nie za bardzo, ma piernikowo pachnieć, ma być nie za dużo i nie za mało goździków, imbiru, kardamonu i czego tam jeszcze się do nich dodaje, ma wreszcie świątecznie wyglądać… Ale przyznajmy się, do takiego opisu będą pasować zarówno arcydzieła jak i produkty z taśmy. A tymczasem chodzi o pierniki świąteczne. Mają być wyjątkowe, jedyne w swoim rodzaju.
Czytaj dalej

O kryteriach ekologicznych przy robotach budowlanych

Sporo mówi się o zielonych zamówieniach, kryteriach ekologicznych, ale niewiele ich spotyka się w praktyce. Unia Europejska, Urząd Zamówień Publicznych i inne instytucje publikują podręczniki, dobre praktyki (swoją drogą, UZP w innych tematach leży, mam wrażenie, że większość publikacji UZP dotyczy kryteriów środowiskowych i społecznych), ale chyba niewiele tej teorii zmienia się w rzeczywistość. I to całkiem zrozumiałe – jak z każdą nowością, tę także trzeba oswoić i nauczyć się stosować. I docenić, bo wciąż jest dla nas ważniejsze aby było taniej, a korzyści środowiskowe uważamy za iluzoryczne. Czy tak jest? Cóż, dopóki będziemy o tym mówić w kategoriach pojedynczych zamówień, tak będzie. Jeśli stanie się to normą, będzie inaczej. Przy czym oczywiście kryteria w wielu miejscach możemy zastąpić wymogami – o ile to nie zawęzi nadmiernie konkurencji.

Inspiracją do napisania tego tekstu była lektura bardzo dobrego artykułu prof. Andrzeja Borowicza z przedostatniego numeru kwartalnika „Prawo Zamówień Publicznych” (1/2018) o kryteriach oceny ofert w postępowaniach dotyczących robót budowlanych. Wątek kryteriów ekologicznych pojawił się tam w jednej wzmiance, w której autor jako przykładowe wymienił tylko jedno możliwe kryterium – efektywność energetyczną przedmiotu zamówienia. I całkiem słusznie uznał, że zastosowanie takiego kryterium może być trudne, bo wymaga zaoferowania czegoś innego, niż w tym zakresie przewidziano w dokumentacji projektowej.
Czytaj dalej

O minimalnym poziomie niemierzalnej jakości

Gdy zamawiający kupuje windę, sofę albo papier, wymaganą minimalną jakość jest w stanie wyrazić za pomocą odniesień do konkretnych parametrów technicznych. Papier ma mieć określoną gramaturę, gładkość czy pylenie się, sofa ma być wykonana z materiału, który otrzymał odpowiedni wynik w testach na trudnozapalność lub wytrzymuje odpowiednią ilość cykli ścierania liczoną w skali Martindale’a, a winda ma odpowiednią wytrzymałość, szybkość, wykończenie itd. Sprawa prosta (pomijając fakt, że aby ustalić takie wymagania, konieczna jest odpowiednia wiedza o przedmiocie zamówienia).

Bywają jednak takie przedmioty zamówienia, w których takich progów jakości wyznaczyć się nie da. Zresztą, weźmy wspomnianą sofę – w przywołany wyżej sposób możemy ocenić materiały, z których jest wykonana, ale już nie ergonomię albo estetykę. Tutaj zerojedynkowych regułek, obiektywnych i dających się potwierdzić odpowiednimi testami skal oceny po prostu nie ma. Trzeba po prostu na sofie usiąść i spędzić na niej wystarczający czas – a ocena zawsze będzie zależeć od subiektywnych wrażeń. Analogicznie jest w przypadku wielu innych przedmiotów zamówienia – na przykład gdy chcemy ocenić jakość pracy prawnika, z którego usług chcemy skorzystać, albo szkoleniowca, który ma nas uczyć. W takich wypadkach zamawiający sięgają niekiedy (nie tak często jak powinni) po kryteria – no właśnie – subiektywne, niemierzalne.
Czytaj dalej

O nadmiernych oczekiwaniach wykonawcy

Trafił mi ostatnio w ręce wyrok Krajowej Izby Odwoławczej z 26 stycznia 2018 r., sygn. akt KIO 45/2018. W sprawie chodziło o egzamin, który miał zdawać wykonawca, jako jedno z kryteriów oceny ofert. Miała to być rozmowa z osobą wskazaną do pełnienia funkcji inżyniera projektu. Odwołujący przedstawił szereg zarzutów w tym zakresie – jeden z nich dotyczył sprawy już w orzecznictwie poruszanej (zarzut kształtowania treści oferty po terminie jej składania), inny był na bakier z samą ideą kryteriów niemierzalnych (zarzut zbyt nieostrej skali ocen – tymczasem w tego typu kryteriach nie ma sensu jakiekolwiek automatyczne przeliczenia odpowiedzi na liczby), kolejny wreszcie stanowił wodę na młyn zmów przetargowych (wykonawca kwestionował przyznanie zera punktów za brak stawiennictwa na egzaminie i wnosił o umożliwienie „drugiego terminu”).

Tym, co przyciągnęło moją uwagę był jednak zarzut dotyczący braku wskazania pytań, które zostaną zadane. Wykonawca zażądał od zamawiającego „opublikowania pytań, które zostaną zadane (lub zestawu pytań, z którego będą pochodzić zadawane pytania) i szczegółowego sposobu oceniania odpowiedzi (lub wzorcowych odpowiedzi)”. Czyli najlepiej: podaj pytania, podaj odpowiedzi, ja się ich nauczę na pamięć i będzie dobrze. Gdyby pójść tokiem rozumowania wykonawcy, aby uzyskać najwyższą ocenę, trzeba byłoby znaleźć takiego inżyniera, który wykuje na blachę odpowiedzi „wzorcowe” i powtórzy je przed zamawiającym bez zająknięcia. Bez żadnego rozmysłu itp.
Czytaj dalej

O rażąco niskiej cenie i podwykonawcy

Tak się składa, że trzeci tydzień z rzędu w „szponach” w roli głównej wystąpią podwykonawcy. Tym razem jednak chodzi o kwestię różniącą się od poprzednich – o rażąco niską cenę. Wiadomo, że w przypadku podejrzenia rażąco niskiej ceny podmiotem, który musi wyjaśnić okoliczności uprawdopodabniające cenę ofertową jest wykonawca. To jego zamawiający wzywa do złożenia wyjaśnienia, to on składa wyjaśnienia i stosowne dowody potwierdzające adekwatność czynników składowych ceny. Wyjaśnienie takie może mieć różną postać, a wiele może tu zależeć od wezwania zamawiającego – wszak może on wskazać te elementy cenotwórcze, które z różnych powodów budzą jego podejrzenia i wymagają szczególnej uwagi.

W typowych przypadkach takich wyjaśnień schemat bywa dość podobny: wykonawca przedstawia kalkulację ceny z wyszczególnieniem kluczowych elementów cenotwórczych oraz uzasadnienie i dowody potwierdzające ich wiarygodność. Takimi dowodami są faktury za dostawy albo umowy zawarte z producentami, podwykonawcami, dostawcami itp. Wiele z takich dowodów pochodzi właśnie od kolejnych podmiotów w łańcuszku realizacji i nie stanowi to specjalnego problemu. O ile rachunek się zgadza, poszczególne elementy cenotwórcze są odpowiednio potwierdzone, a stawka robocizny nie jest zaniżona – wszystko jest OK.
Czytaj dalej