O omyłkach rachunkowych i ryczałcie

Kilka lat temu pisałem w „szponach” o zjawisku nadużywania ryczałtu w zamówieniach publicznych. Oczywiście, jednym tekstem świata nie odmienię, ryczałtu wciąż wokół jest pełno, warto więc zastanowić się nad niektórymi praktycznymi aspektami udzielania zamówień publicznych z zastosowaniem takiego mechanizmu rozliczania. Zdarzyło mi się już pisać o zamówieniach dodatkowych, dziś będzie o poprawianiu omyłek rachunkowych (zarówno tych oczywistych, jak i niekiedy – tych, które mają charakter „wrocławskich”, a także na cenę wpływają).

Utarło się, że jeśli zamawiający zamierza płacić ryczałtem, a i tak wymaga złożenia jakiejś kalkulacji czy kosztorysu ofertowego w ofercie, to dokument taki nie ma w postępowaniu znaczenia. Jednak czasami prowadzi to zbyt dużego uproszczenia. Jednak zdarza się, że błędy w takich kalkulacjach są poprawiane przez zamawiającego, choć w szczególnych okolicznościach. Świadczyć mogą o tym dwa przypadki z orzecznictwa KIO.
Czytaj dalej

O rozbieżności wynikającej z okoliczności oczywistych

Art. 90 ust. 1a Pzp wprowadza obowiązek badania rażąco niskiej ceny przez zamawiającego wtedy, gdy cena oferty jest niższa o co najmniej 30% od wartości zamówienia powiększonej o VAT lub od średniej arytmetycznej cen złożonych ofert. Pozwala jednak na niebadanie owej rażąco niskiej ceny, jeśli ta przesłanka jest spełniona, ale „rozbieżność wynika z okoliczności oczywistych, które nie wymagają wyjaśnienia”. Niestety, z oczywistością jest tak, że ona stosunkowo rzadko w przyrodzie występuje. A jeśli mamy wątpliwość, czy mamy do czynienia z oczywistością, czy nie, to też często z ostrożności wolimy postępować jakby owej oczywistości nie było.

Jakiś czas temu trafił mi w ręce wyrok Krajowej Izby Odwoławczej w sprawie KIO 2499/18. W dużym skrócie: przetarg na roboty budowlane, wartość zamówienia ok. 6 mln zł, cena jednej oferty nieco ponad 6 mln zł, cena drugiej (i ostatniej) – 14 mln zł. Rozbieżność między ceną pierwszej oferty a średnią cen – ok. 40%. Zamawiający wezwał do wyjaśnienia rażąco niskiej ceny, wykonawca wyjaśnił, a przy okazji wskazał, że jego cena nie jest rażąco niska, a dysproporcja wynika z ceny rażąco wygórowanej u konkurenta. Konkurent uznał, że owe standardowe wyjaśnienia były zbyt lakoniczne i się odwołał.
Czytaj dalej

O popsuciu otwarcia

Zdarzyło mi się już w przeszłości zetknąć z sytuacją, w której zamawiający podczas publicznego otwarcia ofert nie dokonał otwarcia wszystkich ofert. Mógł zapomnieć, mógł odłożyć ofertę na złą półkę lub do teczki z innym postępowaniem, mogła mu się wsunąć pod inne papiery itd. Możliwości jest dużo, choć na szczęście rzadko się urzeczywistniają. Niestety, jednak czasami to następuje, czego dowodem na przykład wyrok Krajowej Izby Odwoławczej w sprawie KIO 1069/16. I póki postępowania prowadzimy na papierze, a nie wyłącznie elektronicznie, takie rzeczy zdarzać się będą. Co w takiej sytuacji?

Cóż, wspomniany wyżej wyrok KIO jest jednoznaczny. Mamy do czynienia z nieusuwalnym naruszeniem jawności otwarcia ofert, o której mowa w art. 86 ust. 2 Pzp, nie odczytano publicznie danych z oferty, o których mowa w art. 86 ust. 4 Pzp, słowem dokonano jaskrawych naruszeń ustawy. A na dodatek pracownik zamawiającego, który uznał ofertę za zwykłą korespondencję, otworzył ją jeszcze przed terminem otwarcia ofert. Sytuacja nie do odratowania. Odwołujący, który chciał zapobiec unieważnieniu postępowania, złożył ofertę, która przetarg wygrać mogła, natomiast otwarta przed czasem i gdzie indziej oferta i tak była najdroższą z wszystkich ośmiu ofert. Nic to. KIO było bez litości.
Czytaj dalej

O manipulowaniu cenami cząstkowymi

Dawno temu, w 2011 roku, pisałem w „szponach” o „zbrodni odrębnych kryteriów cenowych”. Wskazywałem tam przede wszystkim na to, że wykonawca chcąc zdobyć jak najwięcej punktów w przetargu może manipulować cenami ofertowymi ocenianymi w różnych kryteriach – w oderwaniu od faktycznej wartości wycenianych dostaw czy usług. Ale taka manipulacja w kryteriach to tylko jeden problem. Nawet tam, gdzie zamawiający nie ma odrębnych kryteriów cenowych, i tak ryzyko manipulacji się pojawia. Tym razem jednak nie po to, aby przetarg wygrać, ale po to, aby wcześniej dostać kasę albo po to, aby wyżej wycenić te elementy zamówienia, których prawdopodobieństwo realizacji jest wyższe, a niżej – te, co do których są spore szanse, że ich w ogóle nie będzie się wykonywać (albo będzie ich mniej). Jednym słowem, aby przyspieszyć i zmaksymalizować zyski (zresztą, przecież takie działanie też pomaga wygrać przetarg – dostając wcześniej pieniądze, można zmniejszyć ryzyko i koszty finansowe, a przez to i cenę). Ten wątek też się w „szponach” pojawił w 2011 roku.

Od publikacji tamtych tekstów minęło osiem lat i mam wrażenie, że w międzyczasie sposób traktowania takich manipulacji ujednolicił się w sposób bardzo pozytywny i to ujednolicenie mocno okrzepło. Mam wrażenie, że dziś mało który wykonawca zdecydowałby się na zagranie będące przedmiotem pierwszego z podlinkowanych wyżej artykułów, mając świadomość, że w przetargu o tak dużej wartości na pewno ktoś się od takiej praktyki odwoła (jeśli nie zakwestionuje jej sam zamawiający), a wynik postępowania przed KIO będzie przesądzony. Kluczem jest przepis o obowiązku odrzuceniu oferty, jeśli stanowi ona czyn nieuczciwej konkurencji. A czynem nieuczciwej konkurencji jest działanie sprzeczne z prawem lub dobrymi obyczajami, które zagraża lub narusza interes innego przedsiębiorcy lub klienta. Tego typu działania, polegające na manipulacji cenami, z pewnością tę definicję spełniają – są one sprzeczne z dobrymi obyczajami i naruszają interes konkurentów lub zamawiającego (zależnie od konkretnego przypadku, zazwyczaj jednak zarówno konkurentów, którym trudniej ubiegać się o zamówienie w konfrontacji z nieuczciwym wykonawcą, jak i zamawiającego, który musi płacić wcześniej i więcej ryzykować).
Czytaj dalej

O zawieszeniu związania ofertą

O tym, czym różni się zawieszenie okresu związania ofertą od przedłużenia tego okresu pisałem w „szponach” prawie 8 lat temu. W dużym skrócie – przedłużenie wymaga wyrażenia przez wykonawcę woli, że nadal chce być związany ofertą, natomiast zawieszenie następuje automatycznie, w dwóch przewidzianych w ustawie Pzp przypadkach: wniesienia odwołania w postępowaniu (o ile następuje to po terminie składania ofert) i wówczas trwa do chwili ogłoszenia orzeczenia przez KIO (art. 182 ust. 6 Pzp) oraz rozpoczęcia kontroli uprzedniej zamówienia finansowanego ze środków UE i wówczas trwa do jej zakończenia (art. 170 ust. 4 Pzp).

Poza tym wiele w ustawie o tym zawieszeniu nie ma. Związek z nim ma jeszcze art. 184, który co prawda zawieszenia nie wymienia, ale właśnie tej sytuacji dotyczy – i stanowi o obowiązku wezwania wykonawcy do przedłużenia ważności wadium w przypadku, gdy ono swoją ważność traci. Bo przecież, jeżeli wadium jest w postaci gwarancji, zwykle nie obejmuje okresu dłuższego (a przynajmniej – znacząco dłuższego) od okresu związania ofertą. I gdy następuje zawieszenie związania ofertą, ważność wadium dalej biegnie i w takiej sytuacji może upłynąć wcześniej niż związanie ofertą. A przecież w wadium chodzi o zabezpieczenie tego właśnie związania. Co ciekawe, przepis umiejscowiono w części ustawy dotyczącej postępowania odwoławczego, natomiast podobnego rozwiązania ustawodawca nie przewidział w przypadku kontroli uprzedniej, choć problem jest przecież taki sam.
Czytaj dalej

O kryteriach oceny ofert i uzupełnianiu dokumentów

Zdarza się niekiedy, że jeden i ten sam papierek służy w postępowaniu do dwóch różnych celów. Jednym z nich jest ocena spełnienia przez wykonawcę warunków udziału w postępowaniu, a drugim ocena oferty w kryterium oceny ofert lub wniosku w kryteriach selekcji. W takich przypadkach często zdarza się, że dokonywanie oceny w kryterium jednym czy drugim odbywa się na podstawie danych zawartych w dokumentach, o których mowa w art. 25 ust. 1 Pzp. Oczywiście, w takiej sytuacji wypada, aby zamawiający domagał się tych dokumentów już na etapie składania ofert lub wniosków, a nie korzystał w tym zakresie z art. 26 ust. 1 lub 2 Pzp. Konieczność ich wykorzystania do oceny w kryteriach jest wystarczającym usprawiedliwieniem na gruncie art. 26 ust. 2f Pzp. To jednak nie problem.

Problemem jest postępowanie w przypadku, gdy złożone dokumenty w jakiś sposób nie odpowiadają oczekiwaniom zamawiającego. Normalnie – czyli wtedy, gdyby służyły tylko ocenie spełniania warunków, a już nie kryteriów – nie mielibyśmy specjalnych wątpliwości co do sięgnięcia po narzędzie ich uzupełnienia wynikające z art. 26 ust. 3 Pzp. Gdy jednak pojawiają się w grze kryteria, pojawiają się i dylematy. Bo uzupełnienie, gdyby pozwolić wykonawcy na wszystko, mogłoby prowadzić do poprawy jego sytuacji w postępowaniu. Wszak na tym etapie może już zapoznać się z treścią innych ofert (nigdy nie pojmę, dlaczego z udostępnieniem wniosków należy czekać do zakończenia pierwszego etapu postępowania) i na podstawie uzyskanej w ten sposób wiedzy wykorzystać uzupełnienie do dorzucenia sobie jakichś elementów, które jego ocenę podniosą.
Czytaj dalej

O niezwiększeniu środków przeznaczonych na realizację zamówienia

Art. 93 ust. 1 pkt 4 ustawy Pzp stanowi, że jeśli zamawiającego nie stać na ofertę najkorzystniejszą (jeśli zbadał, która z ofert jest najkorzystniejsza) lub na ofertę najtańszą spośród złożonych ofert, unieważnia postępowanie, chyba że może zwiększyć kwotę, którą zamierza przeznaczyć na sfinansowanie zamówienia do ceny najkorzystniejszej oferty. Wydawałoby się, że przepis prosty, jednak okazuje się, że to ostatnie zastrzeżenie w orzecznictwie jest interpretowane na różne sposoby.

Z większości wyroków KIO wynika, że to zamawiający decyduje, czy będzie próbował uzyskać dodatkowe środki na zadanie. A wykonawca nie ma prawa oczekiwać od niego, aby się z tego tłumaczył, a tym bardziej wskazywać zamawiającemu, jakie środki ma przeznaczyć na takie przesunięcie. Ta arbitralność decyzji oczywiście może boleć wykonawców i czasami jest źródłem kontrowersji (o czym niżej), ale też trudno z nią dyskutować – zamawiający nie zajmuje się tylko jednym zamówieniem, ale zwykle prowadzi znacznie więcej przedsięwzięć i musi realizować liczne potrzeby – zawsze więcej, niż ma na to środków. I decydując o przesuwaniu środków nie można mieć na oku jednego zamówienia, a właśnie całe spektrum tych potrzeb (a zatem perspektywa wykonawcy jest nieco zbyt wąska).
Czytaj dalej

O niczym nowym

W ubiegłym tygodniu miałem przyjemność uczestniczyć w konferencji organizowanej przez redakcję czasopisma „Zamawiający”. Czas bardzo pożytecznie spędzony, co dotyczy nie tylko samego spotkania obfitującego w cenne wystąpienia, ale także podróży do Warszawy. Nic bowiem lepiej nie sprzyja nadrabianiu zaległości w lekturach zamówieniowych jak problemy z internetem w pociągach Intercity :)

Wśród tych nadrabianych zaległości był m.in. „Kwartalnik PZP”, numer 3/2018. A w nim dwa teksty dotyczące tego samego tematu: Włodzimierza Dzierżanowskiego i Anny Szymańskiej (w tym ostatnim wypadku – opublikowany jako glosa do postanowienia Trybunału Sprawiedliwości UE w sprawie C-35/17, które było inspiracją tekstu opublikowanego w „Szponach” dwa lata temu). Autorzy obu tych tekstów walczą z poglądem dopuszczającym możliwość podpisania umowy/wyboru oferty najkorzystniejszej po upływie okresu związania tą ofertą.
Czytaj dalej

O uwagach i 60%

Na stronach RCL pojawiły się uwagi do projektu ustawy Pzp wraz z odniesieniem się do nich autorów tegoż projektu. Cóż, nader często pojawia się w nich lakoniczne sformułowanie „uwaga do dyskusji”. Wyjątkiem są m.in. jakże słuszne uwagi dość licznych instytucji (w tym OSKZP, Siennej, GDDKiA, KNF czy mojego miasta) do obszerności ustawy, wskazujące na utrudnienie w ten sposób dostępu do rynku zamówień publicznych małym i średnim przedsiębiorcom. Tam pojawia się zwykle informacja, że uwaga jest nieuwzględniona (względnie jest uwzględniona „kierunkowo”, jeśli coś poza obszernością w uwadze się pojawiło). Dlaczego? Nie wiadomo. Czy ktoś zastanowił się nad tym, co napisały te wszystkie instytucje? Mam wrażenie, że nie. Ale może ja nie mam racji. Wszak Rzecznik MŚP, który powinien bronić interesów tego sektora, ani słowem na ten temat się nie zająknął.

Jednak głównym celem niniejszego tekstu jest wspomnienie o uwadze zgłoszonej przez GDDKiA dotyczącej magicznego (i jak to pisałem tu niedawno – wytrzęsionego z rękawa) progu 60% dla kryterium ceny. Uwaga ta ogromnie mi się spodobała – przede wszystkim dlatego, że Dyrekcja wyciągnęła przeciwko temu przepisowi działa odmienne niż te, którymi ja się posługuję (i które podniosła w swoich uwagach m.in. PIIT). I faktycznie, wskazywanie na bezdenną głupotę i brak logiki takiego pomysłu, niezależnie od tego, że zarzuty są całkowicie słuszne, jak pokazuje praktyka – nie działa.
Czytaj dalej

O otwieraniu ofert

Był w szponach już kiedyś tekst o tym samym tytule (trzy lata temu), ale miał charakter raczej edukacyjny. Tym razem będzie o postulacie zmian w przepisach, a konkretnie w art. 86 ust. 2 Pzp. I po raz kolejny będzie to tekst zainspirowany wystąpieniem prof. Ryszarda Szostaka podczas białostockiej konferencji z 2017 r. Chodzi mianowicie o dwa elementy związane z otwarciem ofert: sposób i zakres udostępniania treści ofert podczas otwarcia.

W kwestii sposobu otwarcia prof. Szostak wskazał to, co od dawna jest moim marzeniem i o czym pewnie nie raz w szponach pisałem: zrezygnujmy z sesji otwarcia ofert. Zróbmy to tak, aby otwarcie ofert polegało na jednym kliknięciu, które ujawniałoby w Internecie treść ofert wszystkim chętnym. Oczywiście z zastrzeżeniem części objętych tajemnicą przedsiębiorstwa – ale po pierwsze, te zamawiający miałby obowiązek ujawnić później, jeśli stwierdzi brak zasadności zastrzeżenia, a po drugie, gdyby obejmowały elementy oceniane w kryteriach oceny ofert, zastrzeżenie byłoby z automatu zdecydowanie nadmierne i powinno decydować o odrzuceniu ofert. To samo można zrobić z dokumentami, wyjaśnieniami, uzupełnieniami (a także wezwaniami zamawiającego). Ileż życie wszystkich byłoby łatwiejsze…
Czytaj dalej