O zamówieniach niekonkurencyjnych i ogłoszeniach o zamówieniu

Zarówno ustawa Pzp, jak dyrektywy zamówieniowe, zarówno w zamówieniach klasycznych, jak i sektorowych, dopuszczają możliwość uruchomienia postępowania o udzielenie zamówienia publicznego bez uprzedniego ogłoszenia. Owszem, jest to możliwe tylko w wyjątkowych sytuacjach, ale niewątpliwie ma sens – są bowiem liczne okoliczności, w których publiczne ogłoszenie stratą czasu. Ustawodawca oczywiście dał zamawiającemu możliwość opublikowania takiego ogłoszenia przed uruchomieniem postępowania (ogłoszenie o zawarciu umowy), ale będzie miało ono sens tylko tam, gdzie będą istnieć wątpliwości co do spełnienia stosownych przesłanek uruchomienia postępowania.

Ciekawe jest to, że istnieją liczne przypadki zamówień o teoretycznie mniejszych obciążeniach formalnych niż zamówienia klasyczne i sektorowe, w których jednak zamawiający jest zobowiązany do publikowania ogłoszenia przed rozpoczęciem postępowania niezależnie od tego, czy postępowanie ma charakter konkurencyjny, czy nie – czyli nawet wtedy, gdy zamawiający zamierza rozmawiać tylko z jednym wykonawcą i właśnie jemu udzielić zamówienia i nie ma żadnych wątpliwości co do tego, że ma to sens. Także wtedy, gdy w „normalnym” postępowaniu spełnione byłyby przesłanki opisane w art. 67. Tak jest w zamówieniach w zakresie działalności naukowej, kulturalnej czy oświatowej, o których mowa w art. 4d ustawy Pzp, tak jest też i w zamówieniach społecznych poniżej progu 750 000 euro – tych opisanych w art. 138o ustawy Pzp.
Czytaj dalej

O uzasadnianiu odpowiedzi na pytania

O odpowiadaniu na pytania wykonawców i wyjaśnianiu treści specyfikacji istotnych warunków zamówienia pisałem w „szponach” nie jeden raz. M.in. o tym, czy propozycje zmiany siwz traktować jako wnioski o wyjaśnienie treści siwz (w tekście sprzed dwóch lat). Dziś poniekąd wrócę do tematu, ale tym razem nie będzie chodziło o to, czy odpowiadać, ale o to, jak odpowiadać. I znowu, podobnie jak chociażby tydzień temu, będzie o niezbyt partnerskim podejściu wielu zamawiających do wykonawców. Chodzi mianowicie o zjawisko, które można spotkać na każdym kroku. O odpowiedzi na takie pytania w stylu: „zamawiający nie zmienia specyfikacji siwz”. I koniec, kropka. Ani słowa więcej.

Czy na pewno w każdym wypadku nie można napisać nic więcej? Nie, często da się dodać do tego zdanie czy kilka zdań wyjaśnienia. A czy warto pisać coś więcej, skoro nie specyfikacja się nie zmienia? Moim zdaniem – warto. Powodów jest kilka. Po pierwsze tłumacząc swoje wymagania zamawiający często uprzedza potencjalne odwołanie czy donos do organu kontrolnego. Wykonawca bez takiej odpowiedzi może nie domyślać się nawet najsłuszniejszych motywów zamawiającego, który trwa przy swoich wymaganiach. Przeciwnie – przekonany, że mimo próby wykazania, że w ten sposób nadmiernie ogranicza konkurencję albo zamyka się na inne, równie dobre rozwiązania, podejrzewa że postępowanie jest „ustawione”.
Czytaj dalej

O limicie części

Jednymi z narzędzi, które można stosować przy udzielaniu zamówienia w przypadku dopuszczenia składania ofert częściowych, są limity części, na które można złożyć ofertę lub które mogą zostać udzielone jednemu wykonawcy. Już kilkakrotnie były one tematem tekstów w „szponach” (m.in. rok temu), za każdym razem jednak w kontekście jednego postępowania o udzielenie zamówienia publicznego. Co jednak, jeśli mamy do czynienia z kilkoma postępowaniami? Na przykład zamawiający ustanowił taki limit w prowadzonym postępowaniu, jednak w zakresie niektórych części musiał je unieważnić i powtarza przetarg w tym zakresie, a w nim złoży mu ofertę wykonawca, który w poprzednim postępowaniu osiągnął już limit wygranych części?

Jeśli zamawiający ma dobre, racjonalne uzasadnienie wprowadzenia tego limitu (a przecież musi mieć), taka sytuacja z pewnością jest dla niego niekorzystna. Wszak nie po to ustalił w pierwotnym zamówieniu, że na przykład jeden wykonawca może otrzymać zamówienie tylko w jednej części, aby potem musieć udzielić temu samemu wykonawcy zamówienia w drugiej – bo w powtórzonym postępowaniu też złożył ofertę i też w którejś z części wygrał… Skoro były jakieś zdroworozsądkowe przesłanki dla takiego ograniczenia, to zapewne nadal one trwają. Na rynku, na którym można kierować się po prostu racjonalnymi zasadami, bez ograniczeń ustawowych, nic nie stoi na przeszkodzie aby zamawiający wskazał, że powtarza część starego postępowania i wykonawca X, który już wyczerpał swój limit za pierwszym razem, nie ma w nowym czego szukać.
Czytaj dalej

O regulaminie dla zamówień podprogowych

Posiadanie regulaminu opisującego, jak wybrać wykonawcę w postępowaniach o wartości poniżej 30 tys. euro, jest praktyką powszechną wśród instytucji publicznych. Powyżej tego progu są zobowiązane do stosowania przepisów ustawy Pzp, poniżej tworzą sobie ich namiastkę. Ba, nawet UZP publikuje na swojej stronie internetowej taki wzorcowy regulamin. I powiem tak – nie mam nic przeciwko faktowi posiadania takiego regulaminu. Ba, taki dokument bywa przydatny. Problem tylko w tym, co w nim się napisze.

Wzorcowy regulamin UZP nawet nie jest najgorszy (tylko 4 strony to już sukces :)). Ale też nie do końca kładzie nacisk na to, co w takim dokumencie powinno być najistotniejsze. Bo nacisk powinien być położony nie na przepisane z ustawy reguły, ale na procedurę zakupową. Na opisanie kto, za co i na jakim etapie jest odpowiedzialny. I tu trudno o jeden wystarczający wzorcowy regulamin – bo ten element uzależniony jest zawsze od struktury organizacyjnej danej jednostki, a nawet niekiedy – od kompetencji posiadanych przez konkretnych pracowników. Czasami zakupy będzie realizowała komórka merytoryczna, czasami zakupowiec, czasami komórka od zamówień publicznych… Tymczasem w regulaminach obecnych na rynku tego jest mało, a sporo jest powtarzania ustawy.
Czytaj dalej

O czkawkach ePuap

Miało być dzisiaj o czymś innym, ale tuż przed świętami uderzył mnie pewien drobiazg z zamówieniowego światka. A ponieważ w święta preferuję raczej zajmowanie się pożeraniem jajek z chrzanem niż zamówieniami, to go wykorzystałem – będzie przynajmniej krótko. Ten drobiazg to opublikowana w piątek przez UZP aktualność, w której poradzono zamawiającym korzystającym z miniportalu, aby ograniczyli to korzystanie przez tydzień na przełomie kwietnia i maja. I najlepiej nie planowali wtedy otwarcia ofert. Uczucia mam mieszane. Z jednej strony, fajnie choć raz pochwalić UZP, że podniósł przyłbicę i doradził coś praktycznego zamawiającym odsłaniając jednocześnie swoją piętę achillesową. I że uczy się na błędach, bo w okresie działania miniportalu takich dni, w które ePuap był sparaliżowany, kilka już się zdarzyło – właśnie z racji kończących się terminów do wykonania jakichś obowiązków (ot, choćby podpisywania sprawozdań finansowych).

Z drugiej strony – o niedoskonałościach ePuapu wiadomo od dawna i przygotowując miniportal można było pomyśleć o rozwiązaniu, które ów ePuap omijałoby z daleka. Ponadto miniportalu używamy głównie w dużych zamówieniach, w których terminy składania ofert na koniec kwietnia zostały wyznaczone w większości przypadków ponad miesiąc temu. Aktualność opublikowana w przedświąteczny piątek do wielu dotrze dopiero we wtorek – trzy dni przed zapowiedzianymi utrudnieniami. No i wciąż na stronie miniportalu mamy piękny komunikat (te wersaliki to nie moje, to z oryginału): „Złóż wniosek/ ofertę, komunikuj się elektronicznie Z ŁATWOŚCIĄ i ZA DARMO!”. Mamy „łatwość”, natomiast ani śladu zaś jakiegokolwiek ostrzeżenia.
Czytaj dalej

O zamówieniu „in house” w trybie zamówienia z wolnej ręki

Kilka lat temu publikowałem w „szponach” poniekąd edukacyjny tekst na temat zamówień „in house” (czyli zamówień pomiędzy podmiotami stanowiącymi elementy tej samej organizacji – tam, gdzie jeden jest kontrolowany przez drugi lub oba są kontrolowane przez ten sam, trzeci podmiot). Kończyłem go zapowiedzią wdrożenia art. 12 dyrektywy 2014/24/UE do polskiego porządku prawnego i w międzyczasie takiego wdrożenia się doczekaliśmy. Co prawda idee pozostały niezmienione, ale w naszym polskim prawie znalazły się szczegóły, których odpowiedników próżno szukać w dyrektywie. Mianowicie ustawodawca postanowił wtłoczyć zamówienia „in house” w procedury opisane w ustawie Pzp.

To rozwiązanie nieco kuriozalne. Wszak z dotychczasowego orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości UE wynikało, że takie umowy (umowy z formalnego punktu widzenia) po prostu zamówieniami publicznymi nie były. Jednak wspomniany art. 12 dyrektywy jednoznacznie nazwał to zamówieniami publicznymi, a zatem i otworzył furtkę do dorabiania do tego procedur. I ja nawet, tak po ludzku, poniekąd rozumiem ustawodawcę, że jakieś procedury wymyślił – wobec wielkiego szumu jaki wokół tematu się zrobił zapewnienie jakiegoś minimalnego poziomu kontroli nad takimi zamówieniami (choćby przez możliwość odwołania do KIO) nie było rozwiązaniem najgorszym. O tym jednak, że z takim rozwiązaniem nie zgadzam się systemowo, u źródeł, już w „szponach” w międzyczasie pisałem.
Czytaj dalej

O wyręczaniu zamawiających

Kilka miesięcy temu opisywałem w „szponach” przypadek odmowy przez redakcję Dziennika Urzędowego UE publikacji ogłoszenia o zmianie ogłoszenia o zamówieniu. Pisałem głównie o powodzie tej odmowy (zapewne słusznym), wspomniałem jednak o swoim zaskoczeniu samym jej faktem. Bo przecież prowadzenie postępowania to sprawa i odpowiedzialność zamawiającego, a sprawą redakcji TED powinno być publikowanie ogłoszeń przez tego zamawiającego przesyłanych. Jak bowiem zaskarżyć decyzję TED? Nijak się nie da.

Niedawno miałem przyjemność spotkania się z przedstawicielami różnych usługodawców w zakresie komercyjnych platform elektronicznych, od czasu do czasu zdarza mi się też oglądać ogłoszenia publikowane za ich pośrednictwem. I zaskoczył mnie fakt, że także tam takie wyręczanie zamawiającego się pojawia. Pal licho, gdy chodzi o przeliczenie wzorków w kryteriach, bo zwykle z tego zrezygnować można (choć i tu jest problem, gdy człowiek skorzystać chce, a jedyną zmienną do ustawienia jest waga – wzorek jest zawsze ten sam, dramatyczny, a zmiana wzoru to już problem).
Czytaj dalej

O uzupełnianiu i antydatowaniu

Jakiś czas temu, gdy art. 26 ust. 3 Pzp zobowiązywał uczestników postępowań zamówieniowych do uzupełniania dokumentów, które potwierdzałyby stan aktualny na dzień składania ofert, antydatowanie papierów było praktyką powszechną. Zwłaszcza, gdy chodziło o dokumenty sporządzane przez samego wykonawcę – oświadczenia, wykazy, pełnomocnictwa. Jasne, nie było to zgodne z prawem, ale też było to takie naruszenie tego prawa, na którym niezwykle trudno przyłapać. Zresztą, być może faktycznie zdarzały się przypadki, gdy wykonawcy mieli w szufladach prawidłowe wykazy czy pełnomocnictwa i tylko je stamtąd wyciągali. Jednak wobec skali zjawiska można przypuszczać, że stanowili oni margines…

Po implementacji nowej dyrektywy sytuacja nieco się zmieniła. Zrezygnowaliśmy z przepisu, który wymagał, aby każdy dokument był aktualny na dzień składania ofert. Zresztą – co dziś przyznaję – absolutnie słusznie. Jedynymi papierami, w stosunku do których zachowany został wymóg potwierdzania stanu na moment złożenia oferty, pozostały pełnomocnictwo oraz oświadczenie o spełnianiu warunków i niepodleganiu wykluczenia (powyżej progów unijnych – JEDZ). Ale postępowania nadal były papierowe, więc jeżeli komuś coś się w pełnomocnictwie pomyliło, przy odrobinie odwagi mógł dostarczyć inne, też wystawione przed terminem składania ofert. Tak samo z JEDZem, choć tu wykonawca miał dwie opcje: tą odważną (antydatowanie) i taką zgodną z prawem (nie antydatowanie, ale stwierdzenie w treści, że oświadczenie jest aktualne teraz i było parę dni wcześniej, gdy termin składania ofert upływał). Nie wiedzieć czemu, na tę drugą mało kto wpadał :)
Czytaj dalej

O ułomnej elektronizacji

Od razu powiem: narzędzia nie testowałem. Przejrzałem instrukcję postępowania i przeczytałem „najczęściej zadawane pytania”. Ostatnie z owych „najczęściej zadawanych pytań” dotyczy zgodności z prawem (w brzmieniu obowiązującym od 18 października) i konieczności wspomagania się rozwiązaniami komercyjnymi – odpowiedź wskazuje, że miniportal jest absolutnie wystarczający. Spotykam się jednak z głosami, że z ową zgodnością może być różnie, zwłaszcza wobec wykonawców zagranicznych.

Art. 22 ust. 1 dyrektywy 2014/24/UE, który wchodzi w życie za trzy dni, stanowi m.in., że narzędzia wykorzystywane do komunikacji elektronicznej w postępowaniach będą „niedyskryminujące”, „ogólnie dostępne” i „nie mogą ograniczać dostępu do wykonawców do postępowania o udzielenie zamówienia”. To samo my zawarliśmy w art. 10b ustawy Pzp. Jak miniportal, który przecież ma służyć do udzielania zamówień objętych dyrektywą, ma się do owych zasad? Hmm, konto na BZP może założyć sobie każdy, konto na ePuap w zasadzie także. W tym ostatnim zakresie mamy dostępne trzy wersje autoryzacji – w odpowiednim punkcie, przez bankowość elektroniczną, ale także za pomocą kwalifikowanego podpisu elektronicznego. Jeżeli ePuap nie będzie oburzać się na podpisy wydane przez instytucje zagraniczne (a powinien przynajmniej akceptować podpisy z innych krajów unijnych – zgodnie z rozporządzeniem eIdas, które swoją drogą weszło w życie w tym zakresie kilkanaście dni temu) – tym sposobem konto na ePuapie można założyć. Teoretycznie zatem każdy zainteresowany z UE może w przetargu wziąć udział (wszak podpis kwalifikowany jest mu potrzebny także po to, aby złożyć JEDZa, w postępowaniach unijnych nieodzownego). Niestety, być może eliminujemy tych spoza UE (zapewne wykonawca z Rosji ma tylko jedną drogę uwierzytelnienia w ePuap – niekiedy bardzo długą drogę do najbliższej polskiej placówki dyplomatycznej)…
Czytaj dalej

O skróceniu pierwotnego terminu składania ofert

Kilka tygodni temu pisałem tutaj o zamawiającym, któremu redakcja Dziennika Urzędowego Unii Europejskiej odmówiła publikacji sprostowania ogłoszenia o zamówieniu, polegającego na wydzieleniu nowych części w postępowaniu – zmianę uznała za zbyt daleko idącą. Zamawiający w tej sytuacji został postawiony przed wyborem: albo zostawić wszystko tak jak było (ale przecież z jakiegoś powodu zmiany chciał dokonać), albo unieważnić odpowiednią część postępowania i ogłosić nowe postępowanie w tym zakresie, z dodatkowym podziałem na części. Niezależnie jednak od tego, którą opcję ostatecznie wybrał, musiał cofnąć pewne fakty już dokonane: informację o zmianie specyfikacji, która ukazała się na jego stronie internetowej jeszcze przed informacją, że TED stanął okoniem.

Zamawiający zrobił to, a moją uwagę przyciągnął jeden z drobiazgów tej operacji. Mianowicie wycofując całą uprzednią zmianę specyfikacji zamawiający wycofał także postanowienie o przedłużeniu terminu składania ofert. Najpierw zatem dał coś wykonawcom, a potem zabrał. Czy mógł tak zrobić? W przypadku podziału na części nie ma o czym dyskutować – nie miał innego wyjścia. Ale w przypadku terminu? Cóż, uznał, że skoro podziału na dodatkowe części nie ma, to nie ma także potrzeby dawania dodatkowego czasu na przygotowanie ofert.
Czytaj dalej