O ustawie okołokoronawirusowej

W postscriptum do poprzedniego wpisu było o tym, że o wprowadzanych ostatnio przepisach nie chce się pisać. I nie chodziło o to, że przepisy są aż tak schrzanione (choć pomysł z towarami i usługami był zaiste oryginalny, ale nie ma co się nad nim specjalnie pastwić, bo autor zapewne działał w pośpiechu i po prostu terminologię zaczerpnął nie z tej ustawy co trzeba), ale o to, że wszystko dookoła kręci się wokół jednego tematu i człowiek naprawdę go ma trochę dość.

No, ale wypada. Miejmy nadzieję, że pierwszy i ostatni raz. I na dodatek pewnie niezbyt oryginalny. Od środy obowiązuje nam nowa, poprawiona wersja ustawy okołokoronawirusowej. W sprawach zamówieniowych pojawiło się tam nie tylko zwolnienie ze stosowania ustawy (poprawione w zakresie nieszczęsnych towarów), ale i wytyczne co do zmieniania umów, naliczania kar i odszkodowań, a wreszcie niedochodzenia odpowiedzialności z tytułu naruszenia dyscypliny finansów publicznych i karnej.
Czytaj dalej

O terminie złożenia zobowiązania podmiotu trzeciego (nomen omen trzeci raz)

Bo było już o tym dwa razy. Raz w w 2016, a raz całkiem niedawno, pod koniec ubiegłego roku. A było o tym, że moim zdaniem nie ma sensu ani celu wymagania zobowiązania podmiotu trzeciego na etapie składania ofert. A co więcej – nie ma też podstawy prawnej (przynajmniej dopóki nie nadejdzie dzień wejścia w życie nowej ustawy Pzp, bo w tej – mimo braku sensu – taka podstawa w art. 118 już się znajdzie). Ale nie o podstawach prawnych dzisiaj będzie, ale raczej o sensie lub celu.

Mianowicie 9 stycznia ubiegłego roku zapadł wyrok KIO w sprawie KIO 2565/18. Sprawa dotyczyła przetargu nieograniczonego z aukcją elektroniczną, a odwołanie dotyczyło dopuszczenia do tej aukcji wykonawców, których oferty powinny podlegać odrzuceniu. M.in. wykonawcy, który oparł się na potencjale podmiotu trzeciego i – zgodnie z wymaganiem zamawiającego – złożył wraz z ofertą zobowiązanie tego podmiotu, z którego nie wynikało realne udostępnienie potencjału (wiecznie pokutujące doradztwo i konsultacje, których rozplenieniu się posłużyło zbyt liberalne orzecznictwo, a na dokładkę nadzór nad montażem) ani udział w realizacji zamówienia. Podmiot ten nie był też wymieniony w wykazie podwykonawców.
Czytaj dalej

O otwieraniu ofert nie tylko podczas epidemii

Wbrew pozorom nie będzie o tym, jak epidemia wpłynie na rynek, ale o zamówieniowym drobiazgu. Takim drobiazgu, który pod wpływem panującej epidemii okazuje się być możliwy do zastosowania i może nam wejdzie w krew. A wszystko stąd, że urzędy zamykają swoje bramy przed postronnymi (ba, nawet zamiast przyjmować dokumenty niektórzy przygotowują specjalne wrzutnie), a przetargi trwają. I Urząd Zamówień Publicznych w ostatni poniedziałek zamieścił na swojej stronie krótką notkę pod tytułem „Otwarcie ofert w sytuacji zagrożenia epidemicznego”.

Otwarcie ofert pozostało jednym z tych elementów postępowania, w których dochodzi do bezpośredniego kontaktu pomiędzy przedstawicielami zamawiającego i wykonawców. Trzy tygodnie temu pisałem tutaj o otwieraniu elektronicznych ofert i wspominałem o możliwości jego zelektronizowania. Co prawda UZP nie poszedł tak daleko (zwłaszcza że na przygotowanie systemów potrzeba jednak chwili czasu, a poza tym moja propozycja nie sprawdziłaby się przy ofertach papierowych), ale stwierdził, że nie ma żadnych przeszkód, aby ustawową jawność otwarcia ofert realizować bez fizycznej obecności wykonawców – wystarczy transmisja internetowa.
Czytaj dalej

O podpisaniu umowy po upływie terminu związania ofertą

Pierwszy wpis drugich dziesięciu lat nie będzie o koronawirusie, ale o czymś, o czym pisałem chyba już nie raz – o konsekwencjach upływu terminu związania ofertą. Jednak z okazji dziesięciolecia – w ujęciu przyszłościowym, czyli o nowej ustawie Pzp. W dużym skrócie: zawsze byłem zwolennikiem zachowania zdrowego rozsądku i niewylewania w imię teorii dziecka z kąpielą, póki nie łamiemy podstawowych zasad. Jednak zwolenników teorii też można spotkać i stanowiska bywają różne. Z tym problemem zmierzyli się autory nowej ustawy Pzp i postanowili wypracować kompromis, który zadowoli obie strony. „Zdroworozsądkowcom” pozwoli zawierać umowy mimo upływu okresu związania ofertą, „teoretykom” da poczucie, że jednak przepisy kc. nie są brutalnie gwałcone.

Co dostaliśmy? Kilka zmian w stosunku do stanu obecnego. W art. 220 nowej Pzp napisano o przedłużaniu związania ofertą, przy czym przewidziano tylko przedłużanie na wniosek zamawiającego. Samo-przedłużenie przez wykonawcę z przepisów zniknęło. Może i dobrze, być może warto się zastanowić w ogóle nad zlikwidowaniem przedłużania i zawieszania związania ofertą. Natomiast w art. 252 mamy nowe wynalazki. Ust. 1 stanowi, że ofertę wybiera się w terminie związania ofertą. Przepis doskonale zbędny (coś jak art. 36c obecnej Pzp), skoro w ust. 2 mamy napisane, że jeśli termin związania upłynął przed wyborem, to zamawiający wzywa wykonawcę najwyżej ocenionego do wyrażenia pisemnej zgody na wybór jego oferty. Wzywa, a zatem nie ma wyboru (w tych okolicznościach to może i dobrze). Konsekwencją braku zgody jest odrzucenie oferty, a dla zamawiającego – wezwanie kolejnego wykonawcy w rankingu.
Czytaj dalej

Wyjątkowo niezamówieniowo

Wpis niecodzienny, niezamówieniowy, ale i okoliczności na tyle wyjątkowe, że znalazłem wymówkę, aby tym razem o zamówieniach nie pisać. Wybaczcie tę chwilę słabości :) Właśnie minęło bowiem równe 10 lat od publikacji w „szponach” pierwszego tekstu (nota bene, przed 10 laty to nie był poniedziałek).

Gdy zaczynałem, nie myślałem o tym, co będzie za 10 lat. Na pewno nie chciałem, żeby „szpony” były efemerydą, która po paru miesiącach straci życie. Jak coś robić, to robić porządnie. Zgromadziłem jakiś zapasik pomysłów na teksty. Ale tym, jak długo to potrwa, jakoś sobie głowy nie zaprzątałem.

Zapasik tematów do opisania nadal istnieje. Jakimś magicznym sposobem wciąż się uzupełnia (choć coraz częściej łapię się na tym, że jakiś obiecujący temat już gdzieś wcześniej opisywałem). Perspektywy w tym zakresie zresztą są kwitnące, bo przecież przed nami zupełnie nowa ustawa do przetestowania.

Ale narzucony samemu sobie reżim, aby raz w tygodniu coś nowego napisać, bywa czasami kłopotliwy po tej stronie klawiatury. Tydzień tygodniowi nierówny. I ja się zmieniłem przez te 10 lat, i „szpony” też, choć pewnie nie rewolucyjnie. I narasta we mnie wrażenie, że czasami tracą pazur ;)

Następnych dziesięciu lat obiecać nie mogę. Ale na razie – do zobaczenia w kolejny poniedziałek :)

O otwieraniu elektronicznych ofert

Ostatni numer „Informatora UZP” wypełniony jest fragmentami wyroków dotyczących aspektów postępowań o udzielenie zamówienia publicznego związanych z elektronizacją zamówień. Wyroków sporo i stanowią potwierdzenie teorii, że każda rewolucja w przepisach wymaga dotarcia szczegółów w orzecznictwie. Zresztą, poza nielicznymi wyjątkami, mam wrażenie, że owo dotarcie tym razem było stosunkowo bezbolesne. Linie orzecznicze mamy utrwalone na stanowiskach, które można określić jako rozsądne, a to zawsze jest wielki plus dla systemu. Jeden wyrok jednak przyciągnął moją uwagę szczególnie – z 19 lipca 2019, sygn. akt KIO 1261/19 i KIO 1267/19. A chodziło w nim o otwieranie elektronicznych ofert, a ściślej – o jawność tego otwarcia.

W opisywanym przypadku okazało się, że gdy otwarcie ofert z udziałem wykonawców się zaczęło, oferty były już odszyfrowane. I KIO uznało, że skoro odszyfrowanie ofert nie odbyło się „na oczach przedstawicieli wykonawców i innych osób”, to naruszono art. 8 ust. 1 oraz art. 86 ust. 1 i 2 Pzp. I na dodatek art. 7 ust. 1 Pzp, bo powyższe naruszenia oznaczają także naruszenie zasad zachowania uczciwej konkurencji i przejrzystości. Jako analogię KIO przywołało otwarcie ofert papierowych, w którym nikomu nie przyjdzie do głowy, aby samo fizyczne otwarcie kopert wykonywać wcześniej niż na oczach wykonawców.
Czytaj dalej

O wydruku zaświadczenia z ZUS w postępowaniu elektronicznym

I ponownie do zajęcia tematem skłonił mnie tekst z „Gazety Prawnej” (wtorkowy artykuł „Wykonawcy wciąż mają problem z e-dokumentami”). Poruszono tam kwestię składania dokumentów wystawianych w postaci elektronicznej w postępowaniach prowadzonych elektronicznie. Za przykłady posłużyły zaświadczenia z KRK i ZUS – postawiono tezę, że takie zaświadczenia muszą być składane wyłącznie w formie oryginalnego dokumentu elektronicznego, z podpisem elektronicznym wystawcy. Z KRK nie ma dyskusji, ale czy z ZUS-em faktycznie tak jest? Wszak to zaświadczenie może mieć postać również bardziej tradycyjnego dokumentu, nawet jeśli wystawiono je w postaci elektronicznej.

Przywołani w artykule eksperci twierdzą, że ponieważ art. 50 ust. 4a ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych pozwala na posługiwanie się wydrukiem wystawionego elektronicznie zaświadczenia z ZUS, można taki wydruk w formie papierowej złożyć w postępowaniu prowadzonym poniżej progów unijnych (w formie tradycyjnej, papierowej właśnie), ale nie można już w postępowaniach powyżej tych progów, prowadzonych w formie elektronicznej. Wynika to ich zdaniem z § 5 ust. 1 rozporządzenia w sprawie użycia środków komunikacji elektronicznej w postępowaniu (…), z którego wynika, że wykonawca może sporządzić elektroniczną kopię dokumentu tylko wtedy, gdy oryginalny dokument nie był wystawiony w formie dokumentu elektronicznego.
Czytaj dalej

O ofertach składanych po terminie

Drugą „luką” miniportalu wskazaną w tekście przywołanym przeze mnie przed tygodniem jest możliwość złożenia oferty, mimo że upłynął oznaczony tam termin składania ofert. „Luka”, bo to błąd systemu i ten ofert przyjąć nie powinien. Tymczasem ten konkretny przypadek to znakomity przykład na to, aby pewnym systemom zbyt wiele decyzji nie pozostawiać: możliwość złożenia oferty po terminie okazała się zbawienna dla zamawiającego, który przez pomyłkę ustawił termin składania ofert w miniportalu na datę wcześniejszą niż w siwz i ogłoszeniu o zamówieniu. System nie zablokował ofert, zamawiający mógł je otworzyć (w terminie wskazanym w siwz) i przetarg mógł trwać całkiem normalnie. Gdyby system zablokował… cóż, mielibyśmy unieważnienie, kilka miesięcy w plecy i sporo zmarnowanego wysiłku po obu stronach.

Szczerze mówiąc, tego typu działania, które coś z automatu uniemożliwiają, są wyjątkowo niebezpieczne i powinny być stosowane w wyjątkowych sytuacjach. Jeśli w opisywanym przypadku system by uznał, że termin minął i złożenie oferty jest niedopuszczalne – cóż, może wykonawca zadzwoniłby do zamawiającego i ten spróbowałby system ogarnąć (choć nie wiem, czy miniportal dopuściłby przedłużenie terminu po jego upływie), ale zanim to zrobi, termin faktycznie może upłynąć i wykonawca będzie bez szans na wygranie przetargu. Owszem, może iść do KIO, żądać unieważnienia postępowania, i może wygra (choć to wcale nie takie pewne, skoro to on ma udowodnić, że system nie działał, a nie zamawiający, że działał – wszystko więc zależy od postawy zamawiającego), ale nawet jeśli wygra, to zyska tylko unieważnienie postępowania. Czy złożenie oferty po terminie stanowi tak naprawdę jakiś problem, z którym zamawiający sobie nie poradzi? Oczywiście, że nie, a zarówno obecna, jak i przyszła ustawa Pzp na to pozwalają.
Czytaj dalej

O „luce” w miniportalu

We wtorek w „Gazecie Prawnej” pojawił się tekst o „luce” w miniportalu. Mianowicie zamawiający przedłużył termin składania ofert zmieniając zapisy siwz, publikując sprostowanie ogłoszenia o zamówieniu, ale zapomniał zmienić terminu w miniportalu. W praktyce oznacza to, że przed upływem terminu oznaczonego w siwz był w stanie otworzyć oferty – bo dostęp w miniportalu do ofert odblokowuje się po upływie terminu w nim zapisanego. Czemu jednak nazwano to „luką” właśnie? Czemu napisano o „ewidentnym błędzie systemu”? Miniportal nie jest narzędziem wydajnym, wygodnym ani niezawodnym. Jednak w tym przypadku nie możemy mówić o błędzie oprogramowania ani o luce w systemie, ale po prostu o ludzkim błędzie po stronie zamawiającego, na co słusznie zwrócił uwagę w artykule rzecznik prasowy UZP. Miniportal przecież nie ma szans znać innego terminu otwarcia ofert niż ten, który podał mu zamawiający. Nie ma tu „luki” do zlikwidowania…

Oczywiście, być może kiedyś, w jakimś idealnym świecie, doczekamy się platformy zamówieniowej zintegrowanej z Dziennikiem Urzędowym UE. Problem tylko w tym, że takie rozwiązanie w chwili obecnej byłoby niebezpieczne (skoro nie da się przesłać ogłoszenia do DUUE za pośrednictwem platformy i co najwyżej to platforma miałaby pobierać termin z DUUE). Ogłoszenia w DUUE nie publikują się automatycznie. Po przesłaniu zamawiający czeka kilka dni, aż treść pojawi się w portalu (o ile się pojawi – o czym niżej). Przy zmianie treści siwz skutkującej zmianą ogłoszenia jest inaczej niż przy wysłaniu pierwotnego ogłoszenia o zamówieniu – zamawiający nie czeka z publikacją informacji o zmianie siwz do momentu publikacji sprostowania ogłoszenia. Przeciwnie, podstawowym źródłem informacji o postępowaniu jest już w tym momencie właśnie strona zamawiającego. I zdarza się czasami, że zamawiający postanowi zmienić siwz i ogłoszenie na tyle krótko przed upływem pierwotnego terminu składania ofert, że sprostowanie ogłoszenia w DUUE nie ukaże się przed pierwotnym terminem. Gdyby więc w jakiś sposób połączyć systemy, doszłoby w tej sytuacji do komplikacji – termin jeszcze nie upłynął, ale platforma zamówieniowa potraktowałaby go jako zamknięty…
Czytaj dalej

O ocenie kosztów nieobjętych zamówieniem

Zdarza się czasami (i będzie zdarzać się coraz częściej), że przy wyborze oferty brane są pod uwagę koszty zamawiającego związane z przedmiotem zamówienia, ale nieobjęte samą ofertą. Temat ten wypłynął m.in. w wyroku KIO z 5 września 2017 r., sygn. akt KIO 1736/17 – obszerny cytat z niego znajdziemy w „Zeszytach Orzeczniczych” nr 28, niestety jednak całego wyroku nie widzę na serwerze FTP Urzędu Zamówień Publicznych. Jak wynika z cytowanego fragmentu, zamawiający jednym z odrębnych kryteriów oceny ofert uczynił cenę serwisu pogwarancyjnego, który nie był jednak elementem przedmiotu zamówienia. Wykonawca podał cenę ogromnie zaniżoną, a na rozprawie bronił się tym, że przecież nie stanowi to elementu przedmiotu zamówienia. Dla KIO ta okoliczność powodowała jedynie to, że postępowanie wykonawcy było jeszcze bardziej karygodne – wprowadził w błąd zamawiającego tylko po to, aby wygrać przetarg. Uznano to (jakże słusznie) za czyn nieuczciwej konkurencji, skutkujący odrzuceniem oferty.

OK, wyrok zdecydowanie słuszny, ale co dalej? Przedmiotem zamówienia był zakup sprzętu, na który zamawiający wymagał pięcioletniej gwarancji, ale zamierzał użytkować go dłużej. Wprowadzone kryterium było w praktyce próbą uwzględnienia w ocenie kosztów cyklu życia produktu – w którym serwis stanowił zapewne niebagatelną pozycję. Cel słuszny, metoda może budzić wątpliwości. Przede wszystkim problemem jest tu fakt pozostawienia całkowitej dowolności wyceny samemu wykonawcy. Ten wykonawca, którego przyłapano, jak wynika z cytatu, przesadził ogromnie. Udowodnienie czynu nieuczciwej konkurencji było więc stosunkowo łatwe. Co jednak, jeśli wykonawca zaoferuje ceny, które nie będą aż tak bardzo odbiegać od praktyki, ale jednak będą zaniżone? Istnieje strefa szarości, w której udowodnić czyn nieuczciwej konkurencji bywa trudno. Wykonawca może bronić się rabatami pozostającymi w granicach rynkowych zwyczajów, ale czy później faktycznie zamawiającemu takich rabatów udzieli? Skoro przecież nie jest związany w praktyce tym elementem oferty i miną lata?
Czytaj dalej