O check-listach

Z przyjemnością przeczytałem ostatnio tekst Dariusza Koby z jednego z ostatnich numerów „Doradcy” dotyczący przenoszenia zamówień publicznych do internetu. Nie wiem, czy mogę się w stu procentach zgodzić z wizją zagrożeń dla efektów udzielania zamówień z powodu komunikacji elektronicznej i unikania kontaktu osobistego, szczególnie, że niewiele się zmienia w praktyce w stosunku do dotychczasowego stanu rzeczy – też tego kontaktu w zamówieniach jest niewiele, tylko komunikacja jest częściowo na papierze. Co nie znaczy, że nie byłoby lepiej, gdyby – niezależnie od tego, czy mamy internet, czy papier – tego kontaktu było nieco więcej :) Każde narzędzie po prostu można stosować z głową.

Jednak tematem mojego tekstu nie będzie elektronizacja ale generalne odczłowieczenie zamówień. Autor wspomnianego na wstępie tekstu przywołał przykład kontroli działającej na podstawie przygotowanej wcześniej check-listy i automatycznie przypisujących negatywne odpowiedzi do naruszeń przepisów. Mam wrażenie zresztą, że obecności owej check-listy w tym przypadku możemy się tylko domyślać. I nie wiem też, czy nie doszło tu do faktycznego naruszenia przepisów – z wysokością ubezpieczenia oc wymaganego od wykonawców w postępowaniach mamy nieustające problemy.
Czytaj dalej

O formie wniosków o wyjaśnienie siwz

Wątek odpowiadania na pytania pojawiał się w „szponach” już wielokrotnie, ale chyba nigdy jeszcze w kontekście formy tych pytań. A że temat może być aktualny uświadomił mi post na forum actuariusowym, którego autor miał problem z postępowaniem w formie już elektronicznej: mianowicie pytania wpłynęły do niego mailem zamiast za pośrednictwem platformy zakupowej, której wykonawca teoretycznie powinien użyć. Pojawiły się aż trzy opcje odpowiedzi: odpowiedzieć na pytania, napisać maila do wykonawcy, że powinien pytania zadać na platformie oraz nie robić nic.

Hmm. Szczerze mówiąc nie wiem od czego zacząć. Chyba od samego sensu i celu postępowania o zamówienie publiczne. Sensem i celem tym jest realizacja jakiejś publicznej potrzeby w sposób jak najbardziej korzystny dla społeczeństwa. Konkurencyjność nie jest celem samym w sobie, a niezbędnym elementem, który pomaga taki cel osiągnąć (ten kawałek z „najbardziej korzystnym”). Oczywiście, przepisy rzucają nam trochę kłód pod nogi przy realizacji takiego celu, bo nieraz chciałoby się zrobić coś, co ma sens, ale czego robić nie wolno (zwłaszcza – negocjować z wykonawcą jego ofertę), ale w innych sytuacjach pozwalają na nieco elastyczności.
Czytaj dalej

O obowiązku podawania podwykonawców. Albo i nie

Z przepisami dotyczącymi żądania od wykonawców podania w ofercie nazw podwykonawców i zakresów im zlecanych było jak z jojo. Raz to, raz tamto, trudno już w tym momencie przypomnieć sobie ile takich wolt miało miejsce. Punkt, w którym obecnie się znaleźliśmy, na amplitudzie wahań tych regulacji na pozór plasuje się na pozycji: „żądaj wszystkiego”. Zgodnie z art. 36b ust. 1 Pzp zamawiający ma obowiązek domagać się od wykonawcy, aby ten wskazał, co zamierza powierzyć podwykonawcom i kim oni będą. Do sensu tego za moment wrócimy, ale na początek o samym stosowaniu. Bo przepis jest jednoznaczny: zamawiający „żąda”, czyli ma obowiązek. Wykonawca w tej sytuacji ma obowiązek podać to, co zamawiający żąda, bo inaczej treść oferty jest niezgodna z siwz.

Ale choć przepis taki jednoznaczny, to okazuje się, że w praktyce owa jednoznaczność jakoś się nie przyjęła. Z różnych powodów. Przede wszystkim mamy inne przepisy ustawy, z których wynika, że podwykonawca może zostać wskazany dopiero na etapie realizacji zamówienia, niekoniecznie do razu ofercie. Zaczynając od następnego ustępu w tym samym artykule – zgodnie z którym, w określonych sytuacjach zamawiający żąda wskazania nazw podwykonawców przed przystąpieniem do realizacji zamówienia („o ile są już znane”), a w trakcie realizacji wskazuje nowych podwykonawców. A zatem ta jednoznaczność z ustępu 1 jakaś taka niespójna jest z innymi regulacjami Pzp.
Czytaj dalej

O rażąco niskiej cenie i opcji

Art. 90 ust. 1a ustawy Pzp zobowiązuje zamawiającego do badania rażąco niskiej ceny w ofercie, jeśli ta odbiega o co najmniej 30% od wartości zamówienia powiększonej o VAT lub od średniej arytmetycznej cen wszystkich złożonych ofert. Nie będę dziś się zagłębiał we wszystkie zawiłości tego przepisu (zresztą, już kilka razy różne jego aspekty były tematami tekstów w „szponach”), ale zajmę się jednym drobiazgiem praktycznym – mianowicie zastosowaniem go w praktyce w przypadku, gdy przedmiot zamówienia obejmuje zakres opcjonalny. Czyli taki, który może będzie, a może nie będzie realizowany.

Wspomniany przepis ustawy odnosi się do „ceny całkowitej oferty”. W tym przypadku z tą ceną mamy pewną komplikację: mianowicie na 100% jest realizowany zakres podstawowy, natomiast nie ma pewności, że będzie realizowany zakres opcjonalny. Cena całkowita oferty wydaje się odnosić do sumy wynagrodzeń za zakres podstawowy i opcjonalny, ale wynagrodzenie umowne może wynieść tylko to, co wykonawca policzył sobie za zakres podstawowy – jeśli zamawiający z opcji nie skorzysta.
Czytaj dalej

Jeszcze raz o terminach składania ofert i innych patologiach

Dziś będzie nietypowo, bo o pewnym bardzo konkretnym przypadku, który stanowi doskonałą ilustrację tekstu sprzed trzech tygodni, a także i paru innych patologii. Konkretnym przypadku, który na potrzeby niniejszego tekstu postaram się jakoś go „zanonimizować” :) Rzeczone ogłoszenie znalazłem w codziennym raporcie o ogłoszonych publicznie postępowaniach na temat, który mógłby zainteresować mojego pracodawcę jako wykonawcę, który dostałem we wtorek po południu. Przedmiot zamówienia – organizacja konferencji naukowej. Zamawiającym był podmiot niezobowiązany do stosowania ustawy, ale dysponujący pieniędzmi publicznymi – środki (krajowe, a nie unijne) przyznała na dofinansowanie jedna z centralnych instytucji. A instytucja ta ma zwyczaj w umowach o tego typu dotacje wpisywać, że pieniążki należy wydawać wybierając wykonawców z zachowaniem zasad uczciwej konkurencji, równego traktowania i przejrzystości. I trudno domniemywać, aby w tym przypadku miało być inaczej.

Już sam temat postępowania zwrócił uwagę. To coś jakby instytucja odpowiadająca za obronność kraju przyznała kasę organizacji promującej wegetarianizm na organizację konferencji na temat „Taktyka wojenna wegetarian” (wszystko w imię anominizacji – ani to wegetarianie, ani obronność, ale związek faktycznych tematów można uznać za tylko ciut mniej egzotyczny). Sam temat zaintrygował, bo tego samego dnia w prasie rzucił mi się w oczy nagłówek, że braknie pieniędzy na emerytury i trzeba będzie je przykrawać. A tu taka niespodzianka. Czyli jednak pieniążków jest w bród, skoro z rządowych środków finansujemy takie cuda :) Ale w gruncie rzeczy nie chodzi mi tu o sam temat – zresztą, może moja ocena egzotyki jest ciut przesadzona – ale o samo postępowanie.
Czytaj dalej

O terminie złożenia zobowiązania podmiotu trzeciego

Trzy lata temu, krótko po wprowadzeniu „etapowego” składania dokumentów przez wykonawców, napisałem w „szponach” tekst dotyczący tego, na którym etapie postępowania należy od wykonawców wymagać złożenia zobowiązania podmiotu trzeciego. Powodem była interpretacja dokonana przez UZP w pytaniach i odpowiedziach dotyczących nowelizacji ustawy. Z którą się nie zgodziłem.

Tamten wpis obrósł w sporą ilość komentarzy. Padło m.in. pytanie o to, czy gdy kontrola stwierdzi naruszenie przepisów polegające na żądaniu zobowiązania za późno, to czy grozi korekta finansowa. Jeden z czytelników podał także cytat z wyników kontroli uprzedniej (sygn. akt KU/14/17/DKZP), w której stwierdzono, że żądając zobowiązania na dalszym etapie, zamawiający łamie ustawę. W ostatnim, udostępnionym parę dni temu numerze „Informatora UZP” pojawił się cytat z kolejnych wyników kontroli (tym razem bez sygnatury, s. 25 Informatora UZP nr 3/2019), w gruncie rzeczy dosłownie powtarzających argumenty z podlinkowanych wyżej wyników kontroli z 2017. Ponieważ w wynikach tych jest coś więcej niż we wspomnianej na wstępie odpowiedzi UZP, stanowiącej podstawę wcześniejszego tekstu – w szczególności jest wskazanie przepisu, który zamawiający narusza – dziś krótko na ten temat.
Czytaj dalej

O omyłkach rachunkowych i ryczałcie

Kilka lat temu pisałem w „szponach” o zjawisku nadużywania ryczałtu w zamówieniach publicznych. Oczywiście, jednym tekstem świata nie odmienię, ryczałtu wciąż wokół jest pełno, warto więc zastanowić się nad niektórymi praktycznymi aspektami udzielania zamówień publicznych z zastosowaniem takiego mechanizmu rozliczania. Zdarzyło mi się już pisać o zamówieniach dodatkowych, dziś będzie o poprawianiu omyłek rachunkowych (zarówno tych oczywistych, jak i niekiedy – tych, które mają charakter „wrocławskich”, a także na cenę wpływają).

Utarło się, że jeśli zamawiający zamierza płacić ryczałtem, a i tak wymaga złożenia jakiejś kalkulacji czy kosztorysu ofertowego w ofercie, to dokument taki nie ma w postępowaniu znaczenia. Jednak czasami prowadzi to zbyt dużego uproszczenia. Jednak zdarza się, że błędy w takich kalkulacjach są poprawiane przez zamawiającego, choć w szczególnych okolicznościach. Świadczyć mogą o tym dwa przypadki z orzecznictwa KIO.
Czytaj dalej

O terminie składania ofert

Dziś temat, który częściowo szczęśliwie ma szansę zdezaktualizować się w dającym się przewidzieć czasie. No, przynajmniej częściowo. A chodzi o wyznaczanie terminu składania ofert. Inspiracją był post desmonda z forum actuariusowego, choć wątek zmieniania warunków przetargu tuż przed terminem złożenia ofert już się i w „szponach” pojawił, a i godzina na swoją kolej czekała.

Konieczność składania papierowych ofert (nie tylko w postępowaniach ustawowych, wciąż wielu zamawiaczy kultywuje taki zwyczaj w postępowaniach, w których żaden przepis nie zobowiązuje ich do takich wymogów) to praktyczny problem dla wykonawcy chcącego uczestniczyć w przetargu. Nie dość, że trzeba drukować i podpisywać (czyli w jednym miejscu skojarzyć wydrukowany papier i człowieka, który jest umocowany do jego podpisania), to na dodatek trzeba to jeszcze fizycznie dostarczyć zamawiającemu. A gdy nie da się czegoś przesłać przez Internet, tylko musi pojawić się u adresata materialnie, to czas takiego dostarczania oczywiście znakomicie się wydłuża, a na dodatek zaczyna się różnić.
Czytaj dalej

O faktycznych potrzebach zamawiającego

Niedawno pisałem dla „Buduj z Głową” tekst o trudnym rozgraniczeniu pomiędzy obiektywnie uzasadnioną potrzebą zamawiającego i utrudnianiem uczciwej konkurencji. Chodziło o opis przedmiotu zamówienia, choć przecież tego typu problemy mamy także i w innych elementach zamówieniowego postępowania, np. warunkach udziału. W tym tygodniu trafił mi przed oczy wyrok KIO z 6 kwietnia ubiegłego roku, sygn. akt 547/18, który znakomicie wpasował się w wątek problemów ze sporządzaniem opisu przedmiotu zamówienia. Nie było jednak tak, że wykonawca oprotestowywał zbyt wysokie wymagania zamawiającego – o nie, tym razem to zamawiający po ocenie ofert chciał się pewne warunki zbagatelizować i zlekceważyć.

Sprawa była poniekąd kuriozalna. Przedmiotem zamówienia było wyposażenie specjalistycznej pracowni w sprzęt. Kilkadziesiąt pozycji asortymentowych, niektórych po kilka sztuk, a między tym wszystkim jedna drukarka laserowa. Miała spełniać różne wymagania, w tym mieć podajnik na 250 kartek. Zamawiający ocenił oferty, wybrał najkorzystniejszą, a konkurent się od tego wyboru odwołał, zarzucając odbieganie sprzętu oferowanego w zwycięskiej ofercie od wymagań zamawiającego w zakresie trzech pozycji asortymentowych. W tym drukarki, która miała podajnik na 150 kartek. KIO oczywiście odwołanie uwzględniła i nakazała ofertę odrzucić (uwzględniła także zarzut dotyczący innej pozycji asortymentowej, ale ponieważ o mostkach cyfrowych nie wiem absolutnie nic, to i trudno posłużyć mi się nimi jako przykładem).
Czytaj dalej

O zmianie formy wadium i zabezpieczenia

Dzisiejszy tekst jest inspirowany ostatnimi komentarzami do innego z tekstów na blogu. Opisano w nich zamawiającego, który nie wyraził zgody wykonawcy na zmianę formy zabezpieczenia należytego wykonania umowy w okresie rękojmi. Dlaczego? Otóż dlatego, że zgodnie z art. 149 ust. 1 Pzp zmiany formy zabezpieczenia można dokonać w trakcie realizacji umowy. W trakcie realizacji, a zatem nie później. Czy tak jest faktycznie?

Cóż, niewątpliwie we wspomnianym przepisie znajdziemy sformułowanie „w trakcie realizacji umowy”. Czy jednak w okresie rękojmi albo gwarancji umowy nie realizujemy? Przecież zarówno jedna, jak i druga jest nierozerwalnie związana z przedmiotem umowy i wykonania tegoż przedmiotu jest naturalną konsekwencją (zwykle zresztą jest w umowie wymieniona). Co więcej, jaki jest sens zabezpieczenia? Wszak jest ono nie zabezpieczeniem po prostu, ale zabezpieczeniem należytego wykonania umowy. Zgodnie z art. 147 ust. 2 Pzp służy pokryciu roszczeń wynikających z niewykonania lub nienależytego wykonania umowy. Jeśli zamawiający chce skorzystać z zabezpieczenia w związku z problemami z wykonywaniem obowiązków wynikających z rękojmi – korzysta z niego na podstawie tegoż właśnie art. 147 ust. 2 Pzp, a zatem w związku z nienależytym wykonaniem umowy. Czegóż chcieć więcej?
Czytaj dalej